|
„Bardzo
długie zaręczyny” są ekranizacją powieści Sebastiena
Japrisota. Dlaczego właśnie ta książka?
Nie mogłem się od niej oderwać, przeczytałem całą
książkę za jednym razem. Po pierwsze, jest to naprawdę
niesamowita, doskonale napisana opowieść o młodej
kobiecie, która odmawia przyjęcia do wiadomości faktu
śmierci swojego ukochanego, pomimo wszystkich
wskazujących na to dowodów. Po drugie, książka
zainteresowała mnie, ponieważ interesuję się pierwszą
wojną światową i Paryżem z lat dwudziestych minionego
wieku. Ten okres był mieszaniną niewinności i fantazji,
nawet pomimo tego, że wisi nad nim cień wydarzeń z
przeszłości.
Jak Pan widzi główną bohaterkę książki i filmu, Mathildę
?
Najważniejszą cechą bohaterki książki dla reżysera
była jej determinacja Porusza mnie głęboko zdolność
dostrzegania tego, czego nie widzą inni, lub – co
ważniejsze – umiejętność nie dostrzegania tego, co widzi
cały świat. Mathilde wierzy głęboko, że ma rację, nie
dba o to, co myślą wszyscy inni. Jest sama przeciwko
całemu światu. Nawet kiedy ma chwile zwątpienia,
znajduje w sobie siłę do przekonywania innych, do
zdobywania sobie pomocy. Wierzę w jej olbrzymią siłę
woli, w jej upór. Jest w tym coś podobnego do sytuacji,
w której osoba nie mająca żadnych powiązań z
kinematografią, ze środowiska rzucającego jej kłody pod
nogi, głęboko pragnie nakręcić jakiś film.
„Bardzo długie zaręczyny” to kolejny, po „Amelii” film,
który nakręcił Pan razem z Audrey Tautou.
Ona zagra wszystko. Najtrudniejsze, najbardziej
subtelne uczucia. Kiedy powtarza się w kółko jedno
słowo, zatraca ono znaczenie – między innymi dlatego tak
trudno jest grać. Ale dla Audrey nie stanowi to
problemu, niezależnie ile powtórek kręcimy, cały czas
wyraża te same emocje. Jest już mistrzynią precyzji
technicznej i dowcipu, teraz w mistrzowski sposób
opanowała grę emocji. Jest wspaniała.
|