|
O
czym dla Pana jest film „Zatańcz ze mną”?
Każda postać w szkole tańca jest inna, a studio
Panny Mitzi staje się dla nich ich własnym cudownym
światem. Lecz również jest tam przyjaźń i wzajemna
akceptacja. Myślę, że John zauważa, że wszyscy ze szkoły
począwszy od Pauliny do Verna, marzyli kiedyś o innym
życiu, ale teraz znaleźli się na etapie, w którym nie
wierzą w spełnienie swoich marzeń. W trakcie filmu,
wszyscy raz jeszcze stawiają czoło swoim marzeniom.
Myślę, że w rzeczywistości wszyscy możemy się z nimi raz
jeszcze zmierzyć.
Co sprawia, że Pana bohater, John Clark zapisuje się do
szkoły tańca? Czego brakuje w jego życiu?
Nie sądzę, aby na początku John był w stanie
sprecyzować, co jest nie tak w jego życiu i małżeństwie.
To coś innego niż niezadowolenie. Wyzwaniem dla aktora
było przedstawienie tego. Melancholia nie jest czymś, co
można zagrać dosłownie – nie da się pokazać melancholii
na twarzy. Do wewnętrznych odczuć Johna podszedłem
bardziej jak do swego rodzaju wewnętrznego poruszenia,
którego na początku nawet nie rozumie, a które pcha go
do zrobienia czegoś szalonego, lecz to właśnie powoduje,
że jego życie idzie w całkiem nowym kierunku.
Przygotowując się do roli spędził Pan wiele godzin ucząc
się tańca
Sądzę, że niewiele osób rozumie, jak trzeba być
wysportowanym, aby temu podołać. Mam na myśli to, że
taniec jest rozważany jako dyscyplina olimpijska i że
komicznie wygląda, gdy jest wykonywany przez amatora. To
naprawdę poważna sprawa. Musisz kontrolować całe swoje
ciało, aby dobrze zatańczyć. To prawie tak jak Tai Chi,
które sprawia wrażenie wielkiej prostoty, podczas gdy
wykorzystujesz i kontrolujesz wszystko, czym
dysponujesz. Po zakończeniu tańca byłem cały spocony
mimo tego, że sprawiałem wrażenie jakbym unosił się nad
ziemią.
|