|
Niemal
dziewięć lat po uznanym Undergroundzie (Złota Palma)
Emir Kusturica w swoim najnowszym dziele „Życie jest
cudem” ponownie osadza akcję podczas wojny w Bośni w
1992 roku. Ale bynajmniej, nie jest to film o wojnie… to
historia miłości, która musi pokonać wojnę.
Co
skłoniło cię do nakręcenia tego filmu?
Coś, co wydarzyło się podczas ostatniej wojny w moim
kraju: miłość pomiędzy serbskim mężczyzną i bośniacką
kobietą, których połączyło przeznaczenie. Jak zwykle
ukazuję ją z perspektywy komiczno-tragicznej. Doszedłem
do wniosku, że moim obowiązkiem było nakręcenie filmu o
tym okresie.
Czy łatwiej jest mówić o wojnie po upływie 10 lat?
Idea takiego konfliktu – miłości pomiędzy Serbem i
bośniacką muzułmanką – zawsze będzie świetnym materiałem
na film. Wierzę, że jest to opowieść ponadczasowa. Mój
film nie stara się wyjaśnić wojny z historycznego punktu
widzenia nawet, jeśli zawarłem w nim parę odniesień do
historii. Opowiada on raczej o krzyżowaniu się ludzkich
losów.
Czy uważasz, że ta opowieść zyskała na znaczeniu wobec
tego, co się obecnie dzieje na świecie?
Mój film koncentruje się na historii miłosnej, która
odzwierciedla prawie wszystko, co tylko ludziom może
przynieść wojna. Ból, który czuje człowiek zrzucający
bombę może być czasem silniejszy, niż ten, który
towarzyszy śmierci spowodowanej jej wybuchem.
Gdzie
kończy się prawda, a zaczyna fikcja?
Najbardziej we współczesnym kinie nie znoszę tego, jak
ktoś mówi „to takie rzeczywiste”. Filmy nie mają nic
wspólnego z rzeczywistością. Są sztuczne, a naszym celem
jest uczynienie ich naturalnymi i logicznymi,
przybliżenie ich widzowi - najpierw jego sercu, a
następnie umysłowi. To, co dzieje się w życiu ma bardzo
niewiele wspólnego z tym, co jest napisane w
scenariuszu. A to, co wydarzy się w tym filmie ma z
kolei bardzo niewiele wspólnego z tym, co widniało w
scenariuszu. Tak właśnie kręcę filmy. Nie wierzę, żeby
film był skończony już na etapie, w którym producent
mówi ci, że to piękny scenariusz.
Co łączy ten film z twoimi poprzednimi dziełami?
Gdyby ktoś zapytał mnie, co robiłem przez ostatnie 20
lat, to powiedziałbym, że jestem twórcą koncentrującym
się na ukazaniu procesu rozkładu i demistyfikacji
rodziny. Według mnie we wszystkich krajach stanowi ona
nadal centralny motyw sztuki.
Martwisz się o to, jak twoje filmy są postrzegane w twym
kraju ojczystym?
Myślę raczej o całym świecie. Według mnie
najpotężniejszą bronią – tym, co zabija ludzi – są
emocje, a tych mojemu filmowi nie brakuje. Dla
przeróżnych ultra-nacjonalistów, którzy rozpoczęli tę
wojnę, prawdopodobnie będzie on nie do przyjęcia, lecz
reszta publiczności powinna wynieść z niego coś, czego
potrzebuje. Ludzie mają potrzebę identyfikowania się z
uczuciami, które wywołała zakończona właśnie wojna.
Czy była ona nieunikniona?
Według mnie cywilizację napędza cykl
zysk-kapitał-wojna-zysk-kapitał-wojna. Niestety żaden
kraj świata - a zwłaszcza te najpotężniejsze - nie byłby
najbardziej znaczącym np. w dziedzinie komputerów, gdyby
nie budował jednocześnie swej potęgi militarnej. Gdy
więc nadchodzi czas wielkich przemian, jak to było na
przykład po upadku muru berlińskiego, powstaje
trzęsienie ziemi, które podkopuje małe, nie do końca
wykształcone społeczności, takie jak kraje Półwyspu
Bałkańskiego. Według mnie jest to nieuniknione. W filmie
cierpiąca na paranoję i schizofrenię żona Luki ciągle
powtarza, że nadchodzi wojna, a Luka – trzeźwo myślący
inżynier – za każdym razem odpowiada „Na świecie jest
zbyt wielu normalnych ludzi. Wojna nigdy nie nadejdzie.”
W końcu jednak okazuje się, że my, którzy podobnie jak
Luka wierzyliśmy, że wojna nigdy nie wybuchnie, byliśmy
w błędzie. I wtedy trzeba już przyznać, że najwyraźniej
była ona nieunikniona.
Jak byś opisał swoje podejście do kręcenia filmów?
Kino jest jedyną dyktaturą, jaka się ostała. Wszystko
inne staje się demokracją. Gdy więc urządzam casting, to
robię to jako dyktator. Gdy kręcę film, jestem kochanym
dyktatorem. Gdy zaś go kończę, kocham wszystkich, którzy
przy nim pracowali. W pewnym sensie czuję się jak szaman
prowadzący grupę ludzi, którzy porzucają swe
dotychczasowe życia i podążają tam, gdzie im wskażę.
Wszystko, co widzicie na ekranie, zrodziło się w moim
mózgu. Mam nadzieję, że Dostojewski cierpiał podczas
pisania swych powieści tak bardzo, jak ja podczas
kręcenia filmów.
Co było trudniejsze do sfilmowania: zgiełk wojny, czy
miłość?
Historie miłosne... Najtrudniejszą sprawą jest zbliżyć
aktorów do siebie w sposób wiarygodny, a następnie
sprawić, by tych dwoje ludzi stało się częścią pięknej
scenerii, w której kręcimy film. Scenerii, która
potwierdza lub kontrastuje z tym, co czują względem
siebie i względem życia. To naprawdę trudne, bo musisz
ciężko pracować i przez 6 miesięcy budzić się o szóstej
nad ranem, by wykorzystać najlepszą część dnia.
Czy myślisz, że teraz ludzie z większym cynizmem będą
podchodzić do kwestii miłości ponad podziałami, miłości
pomiędzy muzułmańską kobietą i serbskim mężczyzną?
Tak, ale tylko jeśli nie sprawisz, że w nią uwierzą.
Możesz być cyniczny w każdej kwestii, lecz gdy widzisz
kobietę równie piękną, co ta, która gra w filmie, i
mądrego mężczyznę, jakim jest Luka, to zapominasz o
wszystkich innych szczegółach.
Czy jesteś zadowolony z efektów swojej pracy?
Jestem przekonany, że udało mi się tchnąć w celuloid
uczucie przy jednoczesnej dbałości o strukturę filmu.
Myślę też, że uda mi się urzeczywistnić swą wizję
wolności, gdy zobaczę jak mój film podnosi temperaturę
na salach kinowych i ciśnienie krwi u ludzi go
oglądających. Wierzę, że ten film tego dokona.
DAR
z mat. dystrybutora |