|

Po rolach w „Panu Tadeuszu”, „Ogniem i Mieczem” czy
„Starej Baśni”, Michał Żebrowski objawia się nam w nowym
świetle w filmie „Pręgi”. Czy w ten sposób próbuje
zerwać z przypisaną mu etykietą „chłopaka od konika i
szabli”? Rozmowa z reżyserką Magdaleną Piekorz i
Michałem Żebrowskim, odtwórcą roli Wojciecha w filmie
„Pręgi”
Aktor niewykorzystany
Magda
Piekorz: Uważam, że Michał jest aktorem trochę
niewykorzystanym. Wpadł w pewną szufladkę, jako
„specjalista” od ról z szablą i konikiem, tymczasem
uważam, że ma w sobie spore możliwości, których nie miał
jeszcze okazji pokazać. Dlatego jestem szczęśliwa, że
zgodził się zagrać w naszym filmie. Z podziwem
obserwowałam jego precyzyjne przygotowania do roli:
analizę tekstu i proces budowania postaci. Budowania, bo
Michał jest aktorem wnikliwym. On nie gra sobą; po to
tyle czasu poświęca na próby, aby mając w efekcie sporą
wiedzę na temat swojego bohatera, zbudować postać. Jest
jedną z tych osobowości, które tak właśnie rozumieją
aktorstwo. A to już
wyższy stopień świadomości.
Michał
Żebrowski: Na propozycję dobrej roli w filmie
współczesnym czekałem pięć lat. Czułem, że po kolejnych
rolach kostiumowych pod moim kierunkiem kierowane są
coraz bardziej kąśliwe uwagi. Dlatego miałem – zdrową,
jak się okazało – ambicję, żeby pokazać się od zupełnie
innej strony. I taką szansę dostałem dzięki
scenariuszowi Wojtka Kuczoka i spotkaniu z Magdą Piekorz.
Współpraca aktor - reżyser
M.Ż: Wcześniej nie miałem dobrego zdania o reżyserii
kobiecej, ale po poznaniu Magdy radykalnie zmieniłem
zdanie. Od pierwszej próby zauważyłem, że ona jest
reżyserem znakomicie czującym aktorów. Bardzo
wymagająca, znakomicie interpretująca tekst i traktująca
go jako źródło filmu, źródło prawdy dla aktora. Choć
jest ekranową debiutantką, posiada wszystkie cechy
dobrego reżysera.
M.P: Michał zaskoczył mnie podczas pracy kilka razy –
wspomina Magda Piekorz. – Jest w filmie scena, w której
Tania przychodzi do mieszkania Wojciecha i zauważa
gwoździe, które Wojciech wbił w parapet jako „stracha”
na gołębie. Zaskoczona, próbuje wyjaśnić całą sprawę.
Wojciech reaguje udawanym szaleństwem, robi z siebie
błazna... Scena była trudna do zagrania i dość ryzykowna
Pierwotnie między tą dwójką bohaterów miała odbyć się
normalna rozmowa. To Michał zaproponował, że skoro
Wojciech od początku na zachowania Tani (i jej próby
zbliżenia się do niego) reaguje agresją,
a jednocześnie powiela zachowania własnego Ojca, to
powinien pójść w tej agresji dalej, niż Ojciec, wtedy
będzie to groźne. Tania bardzo wyraźnie stara się
zrozumieć jego postępowanie, a on świadomie robi z
siebie błazna. Wyszła nam – przede wszystkim dzięki
odwadze Michała – bardzo mocna scena.
O
swoim aktorstwie
M.Ż: To, że rola Wojciecha jest zupełnie inna od moich
dotychczasowych ról, wynika z mojego aktorskiego
„nabrania ciała” – mówi Michał Żebrowski. – Na początku
drogi zawodowej byłem oczkiem w głowie mistrzów. Miałem
spore pojęcie o technice, ale żadnej „treści” w sobie.
Dopiero niedawno, jakieś dwa, może trzy lata temu,
ukonstytuował się we mnie aktor – odkryłem, że mam w
sobie pewne narzędzia, które służą przede wszystkim do
budowania postaci. A w „Pręgach” na dodatek trafiłem w
ręce szalonej, fantastycznej młodej reżyserki, która
żelazną ręką trzymała całą konstrukcję filmu.
Uwierzyłem, że mogę jej się oddać bez reszty, bo kiedy
przegnę, to ona natychmiast powie: „Za to dziękuję, bo
to jest bez sensu”. Jednocześnie starałem się wypełnić
dany mi przez nią kredyt zaufania i zagrać w sposób
nieszablonowy. W przypadku tej akurat sceny zobaczyłem w
pewnym momencie przerażenie w oczach mojej partnerki,
Agnieszki Grochowskiej. Uwierzyłem wtedy, że idziemy
słuszną drogą, bo takie odczucia powinien mieć również i
widz.
Gdybym miał powiedzieć, która scena była dla mnie w
filmie najtrudniejsza, wskazałbym tę, gdzie Wojciech w
kawiarni mówi Tani wiersz. Już w trakcie lektury
scenariusza ta scena wzbudziła mój niepokój. Owszem,
jestem kojarzony z mówieniem poezji, ale tutaj musiałem
zagrać współczesnego chłopaka, który nagle – w ten
sposób – wyznaje dziewczynie miłość. I właśnie w tej
scenie otrzymałem ogromną pomoc zarówno ze strony
Agnieszki, jak i Magdy. Magda powiedziała mi: „Wiesz,
Michał, nie wiem, jak to powiesz, ale musisz zaufać i
sobie, i temu tekstowi, i nie możesz powiedzieć jednego
słowa, żebyś naprawdę całym sobą nie wierzył, że to jest
prawda”. Kiedy teraz oglądam tę scenę na ekranie,
słucham tego, co tam mówię, to stwierdzam, że to była
najprawdziwsza i najcenniejsza, najbardziej ludzka i
najtrafniejsza uwaga, jaką Magda mogła mi dać. Bo cóż
tutaj reżyserować? Po prostu masz powiedzieć coś z
miłości do kogoś. Nie można wejść komuś w serce i
tłumaczyć, jak się gra miłość. Trzeba zaufać.
DAR |