|
Film "Apartament" to miłosna opowieść, która daleko
odbiega od scenariusza komedii romantycznej. Jednym
słowem melodramat, który ogląda się jak thriller.
Głównym bohaterem obrazu Paula McGuigana jest Matthew (Josh
Hartnett). Poznajemy go w momencie, gdy planuje
małżeństwo z siostrą swojego szefa. Do zaręczyn jednak
nie dochodzi, gdyż bohater przypadkowo spotyka Lisę (Diane
Kruger) - dawną ukochaną, która dwa lata wcześniej
opuściła go bez słowa wyjaśnienia. Matthew nigdy tak
naprawdę nie pogodził się z jej stratą i teraz
postanawia, że nie pozwoli jej wymknąć się drugi raz.
Dzieło McGuigana ma kilka słabych punktów. Pierwszym z
nich jest aktorstwo. Hartnett, starając się schować za
obojętnym wyrazem twarzy pokłady głębokiej namiętności i
nieszczęścia, przypomina kopię Keanu Reevesa. Partneruje
mu Kruger, której występ można podsumować jedną z
kwestii wypowiedzianych w filmie przez jej bohaterkę:
"Zrób mi zdjęcie, czuję się dziś taka piękna". Drugie
rozczarowanie to scenariusz, który z początkowej
opowieści w stylu Alfreda Hitchcocka w finale zmienia
się w melodramatyczny kicz. Mimo tych wad film ogląda
się z przyjemnością a może raczej z dreszczykiem emocji.
Na koniec warto wspomnieć, że restauracja, w której
dochodzi do przełomowych wydarzeń w życiu bohaterów,
nazywa się Bellucci’s. To miły ukłon w kierunku włoskiej
aktorki, Moniki Bellucci, która zagrała główną rolę w
oryginalnym filmie. "Apartament" jest bowiem przeróbką
francuskiej produkcji z 1996 roku w reżyserii Gillesa
Minouni. Na planie tego obrazu Bellucci poznała swojego
przyszłego męża, aktora Vincenta Cassela. Dla romantyków
będzie to wystarczający dowód na to, iż opowieść ta -
zarówno jej oryginalna wersja, jak i remake - ma w sobie
coś, co uwodzi.
Maria Zelno
o filmie
|