|
To
oczywiste, że Kevin Costner kocha westerny. Po filmach "Silverado",
"Tańczący z wilkami" i "Wyatt Earp" oraz niedawnym...
weselu w scenerii jak z Dzikiego Zachodu, "Bezprawie" to
kolejny przejaw tej miłości. Dzięki niej widz, który
również gustuje w tym gatunku, idąc na nowy obraz
Costnera może mieć pewność, że bardzo spodoba mu się to,
co zobaczy.
"Bezprawie" to filmowa adaptacja powieści Laurana
Paine'a, która z nostalgią przywołuje życie na Dzikim
Zachodzie. Bohaterami produkcji jest czwórka wolnych
strzelców, kowbojów poganiających bydło. Nie wszystkim
jednak podoba się ta ich wolność i niezależność. Gdy
przybywają w okolice miasteczka Harmonville, będą
musieli stawić czoła zawistnemu i chciwemu emigrantowi z
Irlandii, który jest tyranem całej okolicy. Będzie to
walka na śmierć i życie.
Nowy projekt Costnera zadaje kłam twierdzeniu, że
western jest martwym gatunkiem. Zbudowany według
klasycznych reguł, pokazuje triumf indywidualizmu nad
konformizmem, wolności nad tyranią, dobra nad złem.
Także bohaterowie obrazu mieszczą się w starej
konwencji. To doświadczeni kowboje, którzy kamienną
twarz noszą jak maskę. Kryje ona nie tylko tajemnice z
przeszłości, ale także wiele ciepła i umiłowania
spokoju. Oglądanie perypetii tych skomplikowanych
postaci jest tym bardziej przyjemne, iż mamy do
czynienia z doskonałym aktorstwem. Wbrew pozorom,
"Bezprawie" nie jest sceną dla popisów Costnera. Choć
gra on jedną z głównych ról, pozostaje niemal do końca w
cieniu, ustępując miejsca Robertowi Duvallowi, który
buduje niezwykle magnetyzujący portret starszego
mężczyzny, gotowego na walkę w imię wyznawanych
wartości.
Jednak tym, co czyni z dzieła Costnera prawdziwą ucztę,
jest tempo akcji, które przez reżysera zbudowane zostało
po mistrzowsku. Początkowe spokojne i niemal sielskie
sekwencje nie zapowiadają burzy, jaka przetoczy się w
finale filmu nad miasteczkiem pokroju Tombstone.
Budowaniu elektryzującej atmosfery sprzyjają również
piękne zdjęcia, subtelny humor oraz wątek dyskretnego
romansu. Costner dawkuje wszystkie te składniki z
aptekarską precyzją, więc nie tylko miłośnik westernu
wyjdzie z kina urzeczony.
Po 13 latach od nakręcenia "Tańczącego z wilkami" Kevin
Costner powraca z doskonałym westernem. To wyjątkowy
obraz, gdyż ma znamiona klasycznego kina. Sprawi wiele
przyjemności każdemu widzowi, który z rozrzewnieniem
ogląda stare filmy.
Helena Korso
o filmie
|