|
„Bliżej”
Mike’a Nicholsa nazwałabym filmem o umieraniu uczuć, a
elementem, który sprawia, że jest to ciekawy film
właśnie o umieraniu uczuć, to po mistrzowsku napisane
dialogi, wymieniane między bohaterami jak piłka w
tenisie. Szybko, krótko, sprawnie, raz mocno, raz słabo,
ale zawsze w sposób na tyle interesujący, że nie można
oderwać od tej piłki oczu. Wodzi się za nią wzrokiem:
lewa, prawa, lewa, prawa, Amerykanka, Brytyjczyk,
kobieta, kobieta, mężczyzna, Brytyjczyk.
Idąc dalej w porównaniach „Bliżej” do tenisa, można by
nazwać tę historię damsko męskim deblem, w którym
partner lub przeciwnik z czasem okazują się określeniami
względnymi. Mówiąc krótko i nie zdradzając wszystkiego,
film oparty na sztuce Patricka Marbera, opowiada o
czterech latach, na przestrzeni których życie dwóch par,
przechodzi wszelkie stadia zamierania uczucia,
wątpliwości, zdrady i zazdrości.
Największą siłą „Bliżej” jest jego ascetyczny charakter.
Wszystko, co rozgrywa się między czwórką całkowicie
równowartościowych bohaterów, odbywa się bez zbędnych
szczegółów. Stonowane tło, stonowana muzyka, poza tym
film nie pokazuje nic z tego, co zaszło zanim nie
pojawiły się uczucia będące głównym przedmiotem filmu,
czyli zazdrość i zdrada. Wszystkie rozmowy, jakie
prowadzą bohaterowie są uważnym i niezwykle precyzyjnym
studium tych momentów w związku niosących, ze sobą
najcięższy ładunek, czyli obustronne cierpienie związane
z kłamstwem, które wychodzi na jaw. Co ważne, oparcie
fabuły na samych rozmowach, bez pokazywania ani scen
miłosnych, ani poszczególnych stadiów związku, tym
bardziej wyodrębnia „wolną amerykankę” gry emocji.
Mimo tego, że wszyscy z tego kwartetu przeżywają kolejno
podobne uczucia, nie ma jakichkolwiek szans na to, by
charaktery pomieszały się choć w najmniejszym stopniu.
To już zapewne zasługa fenomenalnej obsady. Julia
Roberts, Natalie Portman, Jude Law oraz Clive Owen
nakreślili swoje postacie tak, że obserwowanie tej w
pewnym sensie statycznej historii, jest fascynujące do
tego stopnia, że czuje się napięcie poszczególnych scen
i siłę, z jaką wypowiadane kwestie kroją powietrze jak
ostry nóż.
Do najsłabszych stron „Bliżej” należy z pewnością
końcówka filmu, która swoją nijakością rozczarowuje i
pozostawia dziwnie mdły posmak po potrawie, która miała
przecież bardzo zdecydowany charakter i misternie
dobrane składniki. Choć z drugiej strony, zakończenie
odzwierciedla fakt nieubłaganej nietrwałości silnych
uczuć, które z czasem rozpływają się w powietrzu, by
pozostawić nie do końca sprecyzowany ślad.
Paulina
o filmie
|