|
"W pogoni za rozumem" to zgrabna komedia o problemach
współczesnej kobiety, która chciałaby odnosić sukcesy
zarówno w pracy, jaki i w życiu osobistym, ale ponosi
spektakularne klęski w każdej z tych dziedzin. Bridget
odstaje bowiem zdecydowanie od ideału współczesnej
kobiety – nie jest ani piękna, ani zgrabna, ani tym
bardziej inteligentna i doskonale zdaje sobie z tego
sprawę. Jednak jej naiwność, szczerość oraz niezdarność
są do tego stopnia rozbrajające, że nie sposób jej nie
polubić. Wielka w tym zasługa Renée Zellweger, która z
wielką gracją pakuje swoją bohaterkę w coraz to większe
kłopoty. Zresztą towarzyszą jej wyśmienici partnerzy:
Colin Firth i Hugh Grant, którzy po raz kolejny
udowadniają, że ich aktorstwo jest najwyższej próby.
W drugiej części obrazu Bridget Jones (Renée Zellweger)
desperacko marzy o tym, by wyjść za mąż za Marka
Darcy’ego (Colin Firth). Jednak jej plany zdają się mieć
nikłe szanse na realizację, gdyż u boku ukochanego
mężczyzny coraz częściej pojawia się piękna i
inteligentna asystentka Rebecca (Jacinda Barrett), która
zdaje się posiadać wszystko to, czego brakuje głównej
bohaterce. Sprawy dodatkowo komplikuje powrót z
zagranicznych wojaży Daniela Cleavera (Hugh Grant),
który za wszelką cenę chce odzyskać względy Bridget.
Scenariusz filmu został napisany z wyczuciem, akcja
toczy się płynnie, a dialogi są delikatnie prześmiewcze,
przy czym twórcy nigdy nie przekraczają granic dobrego
smaku. Nowe wątki, które wprowadzono do scenariusza,
mogą się wprawdzie nie spodobać wielbicielom pióra Helen
Fielding, ale moim zdaniem to właśnie one dodają
obrazowi lekkości, której brakowało w drugiej części
książki.
Choć przyjęło się, że komedie romantyczne przeznaczone
są przede wszystkim dla kobiet, uważam, że na ten film
śmiało mogą wybrać się również panowie - i z pewnością
będą się na nim dobrze bawić. "Bridget Jones: W pogoni
za rozumem" to przede wszystkim dobra komedia, którą
polecam wszystkim na jesienno-zimową depresję.
Gemini
o filmie
|