|
Zdecydowanie nie polecam tego filmu osobom nie radzącym
sobie z własnymi problemami, próbującym związać koniec z
końcem, bezskutecznie szukającym sensu życia. Jeśli ktoś
miewa do tego samobójcze myśli, powinien omijać kino z
daleka.
Dom nad oceanem to jedyne, co zostało Kathy Lazaro (Jennifer
Connelly). Opuścił ją mąż, z pracą nie jest łatwo, w
dodatku leczy się z alkoholizmu. I właśnie ten dom traci
wskutek pomyłki urzędników. Posiadłość kupuje na aukcji
pochodzący z Iranu wojskowy (Ben Kingsley), który po
upadku szacha uciekł do Stanów Zjednoczonych. Nie
znajduje tu jednak Eldorado. Aby utrzymać przyzwyczajoną
do wygód rodzinę w dzień pracuje jako robotnik na
autostradzie, nocą - na stacji benzynowej. Skrzętnie
ukrywa to jednak przed najbliższymi. Kupno domu i
sprzedanie go z zyskiem może rozwiązać jego problemy. We
wszystko wplątuje się jeszcze nieszczęśliwy policjant (Ron
Eldard).
Nagromadzenie rozmaitych problemów w każdej ze 126 minut
seansu jest przytłaczające. Scenariusz nie omija żadnej
ze społecznych plag: narkomanii, alkoholizmu,
bezrobocia, rozpadu związku, bezdomności, nietolerancji,
nadużywania władzy, nawet nałogu nikotynowego. W
historii trojga ludzi i ich rodzin trudno znaleźć choć
jedną radosną postać. Kadr wypełnia smutek, płacz, w
najlepszym razie zbolałe twarze, a kiedy już wydaje się,
że wszystko się uspokoi, pojawia się nowe
nieporozumienie. Takich zwrotów jest dużo, być może
nawet za dużo. W pewnym momencie zaczynają nużyć i widz
zaczyna sobie zadawać pytanie, czemu służy uderzeniowa
dawka ludzkiego bólu na ekranie.
Wrażenie robi, jak zwykle, gra Bena Kingsleya. Za rolę
irańskiego pułkownika dostał czwartą już w swojej
karierze nominację do Oscara. Do najważniejszej filmowej
nagrody nominowana była ponadto Iranka Shohreh
Aghdashloo, filmowa partnerka Kingsleya. Niezła jest
także Jennifer Connelly, która zaczynała karierę mając
14 lat w "Dawno temu w Ameryce", a dwa lata temu została
nagrodzona Oscarem za rolę w "Pięknym umyśle". Ale
prawdziwe piętno odcisnął na tej produkcji autor zdjęć
Roger Deakins - współtwórca klimatu obrazów braci Coen.
"Fargo", "Barton Fink" czy "Bracie, gdzie jesteś" to
jego dzieła. I to jego oko sprawia, że "Dom z piasku i
mgły" nie jest tylko epatującą beznadzieją opowieścią o
nieudacznikach.
Gdyby zdjęcia były mniej malarskie, film byłby kolejną
produkcją z cyklu "Prawdziwe historie". Po seansie
uświadamiamy sobie bowiem, że wystarczy pomyłka
urzędnika i kilka pochopnych decyzji, by zniszczyć życie
nie jednej, ale wielu osobom. Ta obserwacja, niestety,
nie jest budująca. I na pewno nie pomaga w życiu
ludziom, którzy mają już swoje problemy.
Rumianek
o
filmie
|