|
O najnowszej
produkcji Kevina Smitha było głośno w związku z romansem
Bena Afflecka i Jennifer Lopez. I to właśnie najbardziej
zaszkodziło filmowi, który może nie jest najlepszy w
dorobku tego reżysera, ale pod wieloma względami stanowi
dzieło wyjątkowe i dlatego warto je zobaczyć.
Ollie Trankie (Ben Affleck) jest specjalistą od
promocji, do którego w kolejce ustawiają się największe
gwiazdy muzyki. Gdy jednak jego żona umiera przy
porodzie, sprawy zaczynają przybierać zły obrót. Z dnia
na dzień traci pracę, a w końcu zostaje zmuszony do
tego, aby razem ze swoją nowonarodzoną córeczką
zamieszkać w domu ojca w New Jersey. Jednak po siedmiu
latach samotnego ojcostwa w jego życiu pojawia się Maya
(Liv Tyler), dziewczyna z wypożyczalni kaset wideo,
która postanawia zaopiekować się pogrążonym w żałobie
wdowcem.
Kevin Smith znany jest głównie dzięki znakomitym
komediom, a ten film zdecydowanie do tego gatunku nie
należy. Reżyser nakręcił go w hołdzie dla swojego ojca,
który zmarł w 2003 roku. Stąd też najważniejsze są w nim
relacje rodzinne. Ollie Trankie robiąc karierę w
show-biznesie odsuwa się od swojego ojca – życiowego
nieudacznika. Po śmierci żony to właśnie jego obarcza
obowiązkiem wychowania swojej córki. Dopiero, gdy traci
pracę, zaczyna powoli rozumieć, jak ważnym, trudnym, a
zarazem odpowiedzialnym zadaniem jest bycie dobrym
ojcem.
Jednak nawet w "Dziewczynie z Jersey", która tak różni
się od wcześniejszych dzieł Smitha, reżyser wraca do
swojego ulubionego tematu, czyli rozmów o seksie, które
stały się już znakiem firmowym jego filmów. W scenie w
wypożyczalni kaset wideo, kiedy Ollie poznaje Mayę oraz
podczas ich pierwszej randki, której motywem przewodnim
są filmy porno - wyraźnie widać ostrze dowcipu
charakterystyczne dla Smitha . W "Dziewczynie z Jersey"
znalazło się jeszcze kilka takich rewelacyjnych
miniscenek i należy tylko żałować, że całość nie została
utrzymana w podobnym tonie.
Bo o ile Kevin Smith jest mistrzem komedii, o tyle nie
najlepszy z niego twórca dramatów. "Dziewczyna z Jersey"
to zaledwie poprawnie skonstruowany film o tym, że w
życiu przede wszystkim liczy się rodzina, ale przecież
nie do tego przyzwyczaił nas ten twórca. Pozostaje mieć
nadzieję, że reżyser pozostawi kręcenie dramatów
hollywoodzkim rzemieślnikom, a sam zajmie się tym, w
czym jest najlepszy. Liczę więc na to, że jego następne
dzieło będzie jednak komedią.
Gemini
o
filmie
|