|
Michael
Moore, zeszłoroczny laureat nagrody Oscara, uprawia
publicystykę zaangażowaną, demaskatorską i subiektywną.
Moore nie ogląda świata z zewnątrz, lecz z pasją wnika
do centrum zdarzeń. Dzięki temu widz dostaje obraz
bezpośredni, a przede wszystkim przekonujący. Taki jest
właśnie jego najnowszy film - „Fahrenheit 9.11”,
poświęcony kulisom i konsekwencjom zdarzeń z 11
września, nagrodzony ne tegorocznym festiwalu w Cannes
Zlotą Palmą i nagrodą krytyków FIPRESCI.
Moore pokazuje, jak można wykorzystać słabości
demokracji do realizacji orwellowskiego modelu państwa.
Jego zdaniem, ten proces ma miejsce w Ameryce od lat. Moore spina autentyczne zdarzenia w fascynującą opowieść
o upadku ideałów, korupcji władzy i słabości mediów.
Wymowa tej opowieści przeraża, jednak reżyser nie
zamierza przytłaczać widza. Moore ośmiesza Bestię i
pokazuje, jak ją ujarzmić. Demokracja bowiem, mimo swych
wad, zostawia każdemu prawo głosu. Moore z humorem i
ironią przekonuje, na kogo tego głosu jesienią nie
oddać. |