|
Międzynarodowy
sukces Mikrokosmosu musiał zachęcić Państwa do podjęcia
prac nad nowym projektem.
Byliśmy pewni, że nie chcemy tworzyć następnej części
Mikrokosmosu. Pragnęliśmy aby powstał film, który
zawierałby pytania dotyczące wszechświata, naszego
istnienia i relacji do świata.
Bohaterem Mikrokosmosu był świat istniejący w kępie
trawy, jednak w przypadku nowego filmu tematyka jest o
wiele szersza.
Tak, spojrzeliśmy niejako przez odwrotną stronę
lornetki. Przedstawiliśmy nasze spojrzenie na rzeczy
pozornie zwyczajne, aby odkryć ich czar i wdzięk oraz
zachwyt, jaki wzbudzają. W filmie padają proste pytania,
na przykład, co to znaczy być po prostu żywym?
I
właśnie w ten sposób wpadliście na pomysł opowiedzenia
najpiękniejszej historii – o stworzeniu Wszechświata.
Każdy z nas odgrywa Genesis w swym własnym życiu.
Rodzimy się, tak samo jak pewnego dnia narodziło się
życie. Proces naszego rozwoju i umierania jest podobny
do trwającego tysiące lat procesu ewolucji gatunku. W
naszej pracy zawsze staraliśmy się pokazać rodzaj
podobieństwa, które istnieje między światem zwierząt i
światem ludzi. W nowym filmie wykorzystujemy zwierzęta w
roli wyrazicieli naszych idei, choć tym razem
potrzebowaliśmy też obecności ludzi.
Historię Wszechświata opowiada afrykański czarownik.
Chcieliśmy nawiązać w filmie do najstarszych mitów i
legend plemion pierwotnych. Afryka - kolebka ludzkości,
reprezentowana przez czarownika, stanowiła dla nas
oczywisty wybór.
Czarownik
posługuje się bardzo obrazowym językiem.
Metafora jest zasadniczym językiem opowieści.
Skomplikowane idee musiały być przetłumaczone na język
zrozumiały dla wszystkich. Język narratora nie jest ani
naukowy, ani pompatyczny. Stosuje metaforę, aby
przekazać i przybliżyć wiedzę naukową. Staraliśmy się
nie wykorzystywać postaci narratora w charakterze
wszechwiedzącego lub nauczyciela przeprowadzającego
lekcję na dany temat, lecz przedstawić go jako mędrca
przekazującego swą mądrość o Świecie, Wszechświecie i
Człowieku. Levi-Strauss napisał: „Między naukowcem,
który dzięki obliczeniom matematycznym ma dostęp do
rzeczywistości nie dającej się objąć wyobraźnią, a
publicznością pragnącą zrozumieć coś z tej
rzeczywistości, której matematyczne świadectwo kłóci się
z wszelką intuicją i uczuciem, pośrednikiem staje się
myślenie mityczne. Jest ono jedynym środkiem, dzięki
któremu fizycy mogą porozumieć się z nie-fizykami. W
zadziwiający sposób, to właśnie ten dialog z nauką
powoduje, że myślenie mityczne pełni ważną funkcję we
współczesnym świecie”.
Narrator skłania widzów do zastanowienia się nad swym
własnym życiem.
Tak, opowiadanie narratora skłania do zastanowienia się
nad życiem i przeznaczeniem. Jednym z głównych zadań
filmu było połączenie aspektu humanistycznego,
człowieka, publiczności, w swego rodzaju kolistym tańcu
ze zwierzętami, ale również ze wszechświatem, atomami i
materią. Narrator przytacza nam historię z rodzaju tych,
jakie słyszeliśmy będąc dziećmi. Ukazuje nam miejsce, w
którym się znajdujemy, w relacji do naszych przodków.
Uzmysławia nasze pochodzenie oraz związki ze światem,
jakie udało nam się stworzyć.
Narrator
mówi, że „życie jest formą walki z upływem czasu. Pomimo
prawa popychającego porządek w stronę chaosu, życie
pozostaje takie samo, choć materia, z której jest
stworzone, nieustannie się odnawia”.
Charakterystyczną cechą życia jest to, że stanowi ono
rodzaj zbioru atomów, który zamiast stopniowo ulegać
zniszczeniu, „istnieje i trwa wbrew naturze czasu”. Czas
biegnie w stronę rozkładu i nieładu, zaś życie w
kierunku przeciwnym, pod prąd rzeki czasu. Plemnik i
jajeczko łączą się, a z biegiem tygodni i lat z tego
mikroskopijnego zderzenia powstaje niebywale złożona
struktura. Życie rozwija się i pięknieje, podczas gdy
wszystko inne zmierza ku chaosowi. Nie możemy jednak w
nieskończoność uciekać przed działaniem czasu. W pewnym
momencie życie zaczyna się kończyć, podlegając
powszechnemu prawu materii, drugiemu prawu
termodynamiki. Ulega rozpadowi, rozkłada się, a wielkie
koło życia toczy się dalej. Co powoduje, że żyjemy?
Nasze życie jest chwilą, w której podejmujemy próbę
ucieczki od prawa wielkiego chaosu.
W filmie próbowaliśmy zawrzeć przekonanie, że żywa
materia zachowuje się odwrotnie niż tak zwana materia
nieożywiona.
Na
ekranie obserwujemy zadziwiające mutacje. Weźmy na
przykład gatunek ryb wyposażonych w nogi, będących
pierwszymi zwierzętami wodnymi, które wyszły z wody, aby
żyć na lądzie. Można uznać, że są one czymś w rodzaju
naszych przodków!
Bardzo interesująco filmowało się podskoczka mułowego -
ową rybę z nogami. Faktycznie przypomina on gatunek
chodzącej ryby, u której w czasach prehistorycznych
rozpoczął się proces rozwoju bardziej złożonych form
płetw, pozwalających na wyjście z wysychających lagun.
Mamy szczęście, że dzisiaj wciąż istnieje kilka gatunków
zwierząt, pod względem zachowania i sposobu poruszania
się, bardzo przypominających prehistorycznych pionierów,
którzy podbijali suchy ląd.
Wraz z pojawieniem się człowieka rozpoczęło się
poszukiwanie sensu. Człowiek zaczął stawiać sobie
pytania.
To prawda, ale nie chodziło nam o stworzenie filmu
dydaktycznego. Zaczyna się on pytaniem: „Czy narodziłem
się w dniu, gdy moja matka wydała mnie na świat? Czy
może w noc, gdy moi rodzice się kochali? Gdzie uległa
rozproszeniu ta galaktyka milionów atomów, które miały
stać się mną? Ku jakiej roślinie, skale, ku jakiemu
zwierzęciu lub obliczu dryfowały, zanim zakończyły swój
bieg we mnie?” - mówi czarownik.
Oparliśmy nasz film na wiedzy naukowej, którą
przekształciliśmy w swego rodzaju współczesną mitologię.
W metaforycznej historii wszechświata jej oddziaływanie
na wyobraźnię widza może pełnić rolę symboliczną,
zachowując zarazem swój realistyczny charakter.
Ten
film daleko wykracza poza tradycyjne filmowe dokumenty o
przyrodzie. Mamy tu do czynienia z zapierającą dech w
piersiach sagą.
Zwierzęta zjawiają się z całą swą ekspresyjną siłą
niczym malownicze i fantastyczne postacie tej wielkiej
opowieści o świecie i istotach żywych. Mikroskopijna
ameba, która ilustruje Życie na jego etapie niemowlęcym,
pojawia się jako bezkształtna istota mogąca przybrać
wszelki kształt. Stanowi obietnicę wszystkich mającej po
niej nadejść stworzeń. Jajożerny wąż z południowej
Afryki, którego szczęki rozwierają się na tyle, by mógł
on połknąć jajo – jajo stanowiące również mitologiczny
obrazem Ziemi w miniaturze – jest metaforą życia
żywiącego się życiem. Filmując drapieżny tryb życia
zwierząt nie chcieliśmy przedstawiać ich jako bestie.
Rycerska walka legwanów morskich z Galapagos jest
prezentacją ery smoków, gdy na Ziemi rządziły gady.
„Życie jest z natury kanibalistyczne” - mówi
czarownik.
Poprosiliśmy czarodzieja, który rzuca cienie na ściany,
aby stworzył dla nas spektakl cieni. Naśladując rękoma
zwierzęta, nadaje im wyraz bajkowy. I tak ogromna żaba,
która pożera małą żabkę staje się olbrzymem z bajki.
Towarzysząca zdarzeniu ekspresyjna muzyka pomaga
zilustrować ten wątek.
Niektóre
ujęcia, takie jak zmysłowy taniec koników morskich, dają
nam poczucie uczestnictwa w „pierwszym flircie” w
dziejach świata.
Na początku życie istniało jedynie w formie organizmów
jednokomórkowych, które w celu rozmnażania się ulegały
podziałowi. Minęło trochę czasu zanim komórki, zamiast
dzielić się, zaczęły się łączyć. Jednak już na etapie
życia jednokomórkowego istniała miłość i seksualność.
Dwa stworzenia spotykały się i doprowadzały do
połączenia swych genów. Zamiast pojedynczego organizmu,
który dawał początek szeregowi identycznych istot, życie
zrodziło nieskończoną różnorodność roślin, zwierząt i
ludzi.
Wśród wielu widowiskowych ujęć znajdujemy niesamowite
sceny spółkujących pająków, paradę miłości żab oraz
krabów ze skorupami podobnymi do zbroi samurajów,
walczących o wybrankę.
Dla zwierząt walka jest częścią parady miłości. Nie ma
tu jednak zabijania, co najwyżej trochę blefu mającego
na celu zastraszenie rywala. W przypadku pająków
długonogich romantyczne miłosne łowy rozgrywające się
pomiędzy samcem i samicą mogą trwać godzinami. Obie
strony odczuwają wielki wzajemny pociąg, a zarazem
wielki strach. Ten ostatni dotyczy szczególnie samców –
jeżeli nie zostaną rozpoznane przez samicę, mogą zostać
przez nie pożarte. Filmując tego rodzaju sceny dążyliśmy
do przedstawienia związku między światem zwierząt i
ludzi, a jednocześnie chcieliśmy uniknąć
antropomorfizacji. Nie ukazaliśmy zbliżających się do
siebie pająków w aureoli serc. W sekwencjach gry
miłosnej wykorzystaliśmy pająki i żaby – sądziliśmy
bowiem, że jeśli zaistnieje empatia między ludźmi a
zwierzętami, to będzie ona głębsza, niż w przypadku
powierzchownej więzi z bardziej „przyjaznymi” nam
zwierzętami. Dokonując takiego wyboru mieliśmy nadzieję
wywołać uczucie braterstwa w umysłach widzów. Być może
widownia pomyśli: „Ostatecznie nie różnimy się tak
bardzo od tych stworzeń, na które zawsze patrzyliśmy
spode łba”.
Każdy
z nas przeżywa historię Genesis w przyśpieszonym tempie.
Tak, ponieważ wszyscy byliśmy kiedyś jak żaby w
elastycznym, okrągłym akwarium macicy naszej matki.
Ujmując rzecz w skrócie, na początku naszego istnienia
mamy skrzela, błonę między palcami jak ryby i kilka
nerek w dolnej części ciała jak pierścienice. Część
naszego genetycznego dziedzictwa jest wspólna wszystkim
żywym istotom. Wyraziliśmy to pokazując kurczaka, małego
krokodyla i niemowlę, wszystkie opisywane przez
narratora jako „małe fasolki”. Są one do siebie
zadziwiająco podobne.
Jak
sfilmowaliście początek wszechświata? Nie mogliście
przecież podróżować w czasie!
Aby ukazać na przykład proces narodzin Ziemi dokonaliśmy
przesunięcia ujęć rzeczywistych obiektów pozbawionych
wszystkiego, co zdradzałoby ich skalę. W zrealizowanych
w przyśpieszonym tempie ujęciach jednometrowego
fragmentu wodospadu na Islandii, lekko zmarszczona
powierzchnia wody wydaje się przeradzać w ogromne fale,
a deszcz staje się przerażającym sztormem. Chodziło nam
o to, by nigdzie nie używać obrazów generowanych
cyfrowo, bez elementów naturalnych takich jak trąby
powietrzne, piasek, dym i bańki mydlane. Charakter
materii jest zaskakujący. W przypadku sekwencji napisów
początkowych po prostu sfilmowaliśmy witaminę C w
wodzie, której parowaniu towarzyszy powstawanie mikro
kryształków. Owe rosnące na naszych oczach kryształki,
filmowane systemem klatka po klatce przez mikroskop ze
spolaryzowanym światłem na czarnym tle, pozwoliły nam
stworzyć prawdziwie kosmiczny efekt.
Nie
można mówić o życiu, nie przywołując zarazem śmierci.
Aby zilustrować koniec życia, wybraliśmy metaforyczny
obraz wypełnionej dymem bańki mydlanej, która pękając
rozpuszcza się w powietrzu, tak jak materia istoty żywej
rozprasza się w przestrzeni. Inspirowaliśmy się tu „vanitas”
- siedemnastowiecznymi przedstawieniami martwych natur,
w których przedmioty były dobierane i układane w taki
sposób, aby uwypuklić krótkotrwałość i niepewność życia.
Sfilmowaliśmy bańki mydlane, kawałek owocu, zwiędły
kwiat, dym unoszący się z knota świecy.
Budując strukturę filmu sięgnęli Państwo do różnych
źródeł inspiracji: nauki, malarstwa...
Jak również filmów. Pomysł krótkiego interludium z
zagłębieniami wypełnionymi pianą, występującego pomiędzy
kolejnymi sekwencjami „gry miłosnej”, powstał pod
wpływem jednego z naszych ulubionych filmów, La Ronde
Maxa Ophulsusa, w którym scena z postacią stojącą na
karuzeli otwiera każdy nowy epizod.
Cuda
natury, zwierzęta i rośliny są aktorami w Państwa show.
Jak reżyseruje się takich aktorów?
Spędziliśmy ponad dwa lata na przygotowaniach do filmu,
dzięki czemu mieliśmy mnóstwo czasu na przeprowadzenie
odpowiednich „castingów”. Reakcje zwierząt są często
bardzo zaskakujące. Trzeba być bardzo ostrożnym.
Niektóre nie radzą sobie z wysoką temperaturą związaną z
oświetleniem, inne są bardzo nieśmiałe. Musieliśmy
czekać aż dwa miesiące na sfilmowanie sceny godów dwóch
koników morskich. Musieliśmy też podróżować po świecie,
żeby sfilmować niektóre zwierzęta, na przykład legwany
morskie z Galapagos. Rozwijająca się ameba jest równie
doskonała i wyjątkowa jak człowiek, uważany za najwyższe
stadium ewolucji. Zarówno człowiek, jak i ameba stanowią
wszechświat i nie osądzamy, które z nich jest
doskonalsze.
W Genesis mamy do czynienia z niesamowitym poczuciem
humoru. Weźmy na przykład ujęcie żabnicy, zwanej również
nawędem.
Czuliśmy się jak dzieci filmując na Bali nawęd, z jego
podobną do klowna głową. Ukryty w koralowcach, posiada
on na grzbiecie miękką kość z kawałkiem skóry, która
niczym wędka z przynętą na końcu żyłki wysuwa się ze
swego rodzaju osłony. Ryba, która łowi – całkowite
odwrócenie ról.
Ścieżka
dźwiękowa filmu stanowi integralną część narracji.
Genesis to komedia muzyczna, komedia zwierzęca i komedia
ludzka.
Każdy ruch posiada swoją własną barwę dźwiękową.
Poprosiliśmy kompozytora Bruno Coulaisa i dźwiękowca
Laurenta Quaglio o połączenie dźwięków instrumentalnych,
z dźwiękami naturalnymi po to, aby naszą wizję filmową
można było odbierać za pośrednictwem wielu zmysłów.
Musieliśmy na nowo stworzyć uniwersum dźwięków.
Chcieliśmy grać na wyobraźni dźwięków, ale w bardzo
delikatny sposób, bez przesadnego uwypuklania żadnego z
uzyskanych efektów. Subtelność stymuluje wyobraźnię, zaś
efekty zawsze pozostają kierunkowe. Dźwięk nigdy nie
jest całkowicie realistyczny, nadaje obrazowi nowy
koloryt, wypełnia go aluzyjnymi znaczeniami. Dokonując
transpozycji rzeczywistych dźwięków, Laurent stworzył
absolutnie porywające dzieło, które znakomicie odpowiada
temu, co dzieje się na ekranie. Chcieliśmy, na przykład,
zintensyfikować różne dźwięki, aby zilustrować proces
rozwoju gatunków na Ziemi – ewolucję stonóg, żab,
kameleonów itd. Zastosowaliśmy ten zabieg także w
ujęciu, w którym kolor zielony pojawia się w świetle
przebijającym przez listowie górnych gałęzi drzew.
Wysoce wyrafinowana ścieżka dźwiękowa oscyluje między
całkowitą prostotą a ogromną złożonością i cechuje się
wielką przestrzennością. Bruno Coulais posiada niezwykłą
wyobraźnię dźwiękową. Równie dobrze radzi sobie z
orkiestrą symfoniczną, perkusją, jak i z dźwiękiem
maszyny do pisania lub chińskim zabawkowym akordeonem,
który wydaje tylko dwa dźwięki. Bruno bardzo się
zaangażował w ten projekt. Powiedział nam, że czuł się
tak, jakby przechodził swego rodzaju obrządek inicjacji
za każdym razem, gdy próbował wyobrazić sobie, w jaki
sposób filmowaliśmy dane ujęcie. Już we wczesnej fazie
pracy nad filmem planowaliśmy użycie akordeonu. To
bardzo ekspresyjny instrument, niezwykle podobny do
ludzkiego oddechu. Wydaje wzruszający dźwięk i jest
pospolity, powszechnie znany. Ustanawia on lekki
kontrapunkt względem nieco ciężkiego tematu głównego
muzyki w filmie. Co więcej, Bruno pracuje nad
oprogramowaniem, które ma kluczowe znaczenie dla wymiany
idei między kompozytorem i reżyserem. Pozwala nam ono
posłuchać symulacji muzyki na długo przed jej nagraniem
przez prawdziwych muzyków i nawet jeśli symulowany
dźwięk jest jedynie bladym odbiciem całej orkiestry, to
daje kompozytorowi i reżyserowi możliwość wspólnego
przesłuchania pomysłów na muzykę do filmu i poddania ich
ostatecznym modyfikacjom.
Pod
względem technicznym film jest wręcz niebywały. Czy
wyjawicie nam Państwo jakieś ze swoich sekretów?
Niektóre sceny kręciliśmy w studio, w naszym domu w
Aveyron, na niewielkiej scenie przystosowanej do
proporcji naszej obsady. Dzięki temu mogliśmy
kontrolować wszystko od oświetlenia i refleksów na
wodzie aż po detale samego planu zdjęciowego, na którym
zasadziliśmy każde źdźbło trawy. Filmowaliśmy przy
użyciu systemu kontroli ruchu, stworzonego specjalnie na
użytek naszego projektu, w celu uzyskania bardziej
płynnego wrażenia ruchu. Sceny plenerowe wymagały
większych akrobacji – kamerę z głowicą na żyrostacie
umieszczaliśmy czasem w kajaku lub helikopterze. W ten
sposób nagraliśmy sceny, które podkreślają analogie
pomiędzy tym, co nieskończenie małe i ogromem wielkich
rzek, deltami Madagaskaru, czy zjawiskami wulkanicznymi
na Islandii. Narrator zestawia te zjawiska z obrazem
naczyń krwionośnych o podobnie rozgałęzionej strukturze.
W ten sam sposób, aby ukazać analogię pomiędzy zarodkiem
ludzkim i zwierzęcym, sięgnęliśmy po obrazy naszego
wodnego życia w macicy. Czarownik puszcza bańki mydlane,
które stają się mikrobami, a ulatujące z nich strużki
dymu zmieniają się w meduzy. Chcieliśmy podzielić się z
widzami otaczającym nas pięknem. Pozwala nam pięknie
żyć.
Jak
sfilmowaliście płód i niesamowite wręcz ujęcie narodzin
kurczaka pokazanych od wnętrza jaja?
Przez dwa i pół roku doktor Jean-Marc Levaillant,
używając bardzo wyrafinowanego sprzętu do tworzenia
czterowymiarowych sonogramów rejestrował dla nas rodzaj
„castingu płodów”. Udało mu się zaobserwować nieznane
dotąd zachowania płodu. Odkrył, że dwumiesięczne dziecko
potrafi przemieszczać się na kolanach w płynie
owodniowym, choć matka nie jest jeszcze w stanie wyczuć
jego ruchów. Tutaj również mamy do czynienia z nowym,
niezbadanym jeszcze lądem. Ujęcia kurczaków uzyskaliśmy
dzięki radom badaczy z INRA, używając do tego kamer
wyposażonych w specjalne soczewki i światła.
Państwa
film uświadamia nam, że będąc częścią świata
współtworzymy go, a w rezultacie jesteśmy za niego
odpowiedzialni. Narrator mówi: „Pewnego dnia powrócę do
świata materii, z którego jestem stworzony”.
Tak jak umierające gwiazdy. Nie chcemy być postrzegani
jako aktywiści walczący o ochronę planety i praw
zwierząt, jakkolwiek uważamy to za bardzo ważne. Chcemy
stworzyć poczucie ciągłości pomiędzy ludźmi i
zwierzętami, pomiędzy życiem i tak zwaną materią
nieożywioną. Materia, już „brzemienna” życiem, nawet
jeśli jest jeszcze nieżywa, posiada możność rodzenia
życia. Jest dużo rzeczy, które łączą nas ze zwierzętami.
Lukrecjusz twierdził, że jesteśmy zrobieni z atomów, tak
jak planety i zwierzęta, tworząc jeden wielki łańcuch.
Wyszliśmy od idei, że po śmierci materia ulega
transformacji. Obrazy wyrzeźbionego przez naturę lodu,
który topniejąc rozpuszcza się w wodzie, przedstawiają
stopienie się indywidualnej formy z wielką całością, z
tym, co niezróżnicowane. Dla przedstawienia świata
żyjącego wybraliśmy meduzę z jej elegancją znikania,
wyparowywania w słońcu. Jeśli chodzi o nas, istoty
ludzkie, to nasze ciało umiera. Lecz materia, z której
się składamy, utworzy kiedyś, w innym miejscu, inną
całość. Pod koniec widzimy wielki wir, w którym ptaki i
ryby mieszają się ze sobą. Życie rodzi się ponownie.
Napisy końcowe głoszą: „Żyć to tkać historię od
początku, którego nie pamiętamy, do końca, o którym nic
nie wiemy...”. Chcieliśmy pozostać w pełni
materialistami. Sama materia jest już utkana ze snów i
poezji. W wielkim cyklu kolejnych kombinacji atomów, te
ostanie, powstałe po Wielkim Wybuchu, są nieśmiertelne.
Przetwarzane z istoty w istotę, krążą między piaskiem a
chmurami. Czasami możemy je znaleźć w czyjejś twarzy, a
czasami w rzece. Brzmi to trochę jak wiersz. W rzeczy
samej, jesteśmy stworzeni z tej samej materii, co świat,
gwiazdy, chmury i łańcuchy górskie. W samej swej istocie
jesteśmy spokrewnieni ze światem.
powrót do strony filmu
z mat. dystrybutora
opr. EWA
|