|
"Immortal -
Kobieta pułapka" to filmowa adaptacja komiksu w wydaniu
Europejczyków, można się więc spodziewać rozrywki dla
dojrzalszych dzieciaków. Szkoda tylko, że robi mniejsze
wrażenie, niż pierwowzór literacki.
Produkcja Enki Bilala oparta została na motywach jego
"Trylogii Nikopola", a konkretnie dwóch zeszytach z tej
serii: "Targach nieśmiertelnych" i "Kobiecie pułapce".
Głównym bohaterem jest Horus z Hirakonopolis - egipski
bóg niebios o głowie sokoła. Skazany na śmierć przez
swoich boskich towarzyszy - Anubisa i Bastet - ma do
dyspozycji 7 dni na odnalezienie kobiety zdolnej do
urodzenia boskiego potomka. W tym celu potrzebuje
ludzkiej powłoki. Idealnym narzędziem dla jego planu
jest Nikopol - zahibernowany więzień, który
niespodziewanie dla samego siebie odzyskuje wolność i
świadomość, aby ją nagle utracić na rzecz przebiegłego
boga.
Widzowie, którzy przed pójściem do kina na film "Immortal
- Kobieta pułapka" zetknęli się z twórczością Bilala,
wiedzą jak ciężkim zadaniem jest przeniesienie jego
wizji na duży ekran. Świat wykreowany przez rysownika
pełen jest zmodyfikowanych genetycznie ludzi, różnego
rodzaju humanoidów, obcych oraz bogów, przedstawionych
na tle scenografii, łączącej elementy science-fiction z
estetyką retro. Aby wiernie oddać w kinie zarówno
atmosferę, jak i postaci, twórca sięgnął po technikę CGI
i zestawił ją z prawdziwym aktorstwem. Niestety efekt
nie jest najszczęśliwszy. To co na kartkach papieru było
fascynujące i niepokojące w kinie wydaje się jedynie
dziwaczne.
Na obronę twórcy można oczywiście wyciągnąć argument, że
filmowa adaptacja komiksu, w której nie ma miejsca na
superbohaterów w trykotach, spektakularne wybuchy czy
cukierkowe pocałunki to rzecz wyjątkowa. Nie wiem jednak
czy na tyle wyjątkowa by zapewnić filmowi sukces.
Helena Korso
o filmie
|