|
Film, który
w 2001 roku zarobił na świecie 444 miliony dolarów
musiał się doczekać drugiej części. I bardzo dobrze,
bowiem kontynuację komedii "Ocean's Eleven: Ryzykowna
gra" ogląda się z wielką przyjemnością, a jej
realizatorom życzy się jeszcze większych wpływów, tak
by... powstał kolejny sequel.
W nowej produkcji Stevena Soderbergha ponownie spotykamy
się z przebojową jedenastką Danny'ego Oceana (George
Clooney). Po udanym skoku na kasyno w Las Vegas, szajka
złodziei rozpoczęła nowe życie. Na horyzoncie pojawia
się Terry Benedict (Andy Garcia) i żąda zwrotu
zrabowanych pieniędzy, a także odsetek od łupu. Teraz
nie tak bardzo już bogatym panom nie zostaje nic innego
jak okraść innych bogatych ludzi.
W przypadku takich filmów jak "Ocean's Twelve: Dogrywka"
im mniej wiadomo na temat fabuły, tym lepiej, bowiem
każdy z kolejnych zwrotów akcji przyjmuje się z większą
przyjemnością. A w nowym obrazie Soderbergha jest ich
naprawdę sporo. Wielbicieli pierwszej części produkcji
na pewno ucieszy fakt, iż w sequelu jest również więcej
komediowych scen. Rozbudowane zostały także niektóre z
ról, jak na przykład Matta Damona, który jako Linus
Caldwell, stara się zyskać większe znaczenie w grupie.
Jednak największą perełką filmu jest postać Julii
Roberts, której występ - krótki, ale znaczący i
rozbrajający nawet największego ponuraka - na długo
utkwi w pamięci widzów.
Filmowi można zarzucić kilka rzeczy, między innymi
operowanie tym samym schematem fabularnym, co przy
okazji pierwszej części, nieco wolniejsze tempo, czy
mniej porywającą muzykę autorstwa Davida Holmesa, jednak
produkcja jest doskonałą rozrywką, a jej realizatorzy
nie udają, że aspirują do czegoś więcej.
Maria Zelno
o
filmie
|