|
Film Parka
Chan-wooka, zdobywca Grand Prix na tegorocznym festiwalu
w Cannes (wielki faworyt przewodniczącego jury –
Quentina Tarantino), to koreańska adaptacja
japońskiegokomiksu z pod znaku Mangi. Wpływy
literackiego pierwowzoru czuć na każdym kroku, głównie w
warstwie wizualnej, jak również w modelowaniu postaci.
Głównym bohaterem opowieści jest przeciętny mieszkaniec
Seulu- Oh Dae-su (Choi Min-sik), który z niewiadomych
sobie przyczyn zostaje porwany i uwięziony na 15 długich
lat. Jego celą jest pokój, przypominający wnętrze
podrzędnego hotelu. Jedynym łącznikiem ze światem
pozostaje telewizor, z którego bohater dowiaduje się, że
jego żona została zamordowana, a on stał się głównym
podejrzanym. To, co pozwala mu przetrwać ten czas jest
narastające pragnienie zemsty. Pewnego dnia budzi się na
wolności. Od przypadkowej osoby dostaje portfel pełen
pieniędzy i telefon komórkowy, który wkrótce dzwoni. Z
drugiej strony słuchawki odzywa się głos porywacza,
który informuje bohatera, że zostało mu 5 dni na
odkrycie, kto i dlaczego zamienił jego życie w piekło.
Mimo wielkich starań, pełnej otwartości na filmową wizję
Koreańczyka nie „kupiłem” „Old Boya”, a przynajmniej nie
w całości. Owszem, jest to wyraziście i konsekwentnie
opowiedziana historia zemsty, nie pozbawiona
psychologicznych niuansów (dobrze oddany stan ducha
bohatera trzymanego w zamknięciu), pełna wizualnych
atrakcji, ładnie wpisujących się w opowieść, (choć z
drugiej strony nie tak znowu odkrywczych.), a także nie
wolna od absurdalnego humoru. Siłą filmu na pewno
pozostaje postać głównego bohatera, którego zupełnie
niepowtarzalna fizjonomia nie pozwala oderwać wzroku od
ekranu. Jednak sama historia wydaje mi się nieco
przekombinowana (pozorna wina bohatera, nieadekwatność
„kary”, a także finalne „podwójne dno”), choć wnioski z
niej płynące wydają się być jak najbardziej słuszne:
Zemsta jako akt sprawiedliwości jest utopią i prostą
drogą do autodestrukcji (człowiek dokonujący aktu
zemsty, po jej dokonaniu nie odzyskuje spokoju, a
jedynie piętrzy cierpienie.) Nie udała się Parkowi próba
wpisania filmu we współczesny kontekst (obrazy
telewizyjnych wiadomości, oglądanych w celi przez
bohatera, między innymi atak na World Trade Center- to
pusta zabawa formą) Filmowi, mimo wyczuwalnego
orientalnego klimatu, brakuje dystansu, jego
„poetyckość” jest zbyt wykalkulowana, nie pozwala się
zatracić, popaść w trans. Bardzo na to liczyłem. Jednak
oddając sprawiedliwość, film Koreańczyka nie jest tylko
bezmyślną „kaszaną”, z pod warstwy krwi, połamanych
kości, odciętych języków, wybitych zębów i zjedzonej
żywcem, Bogu ducha winnej ośmiornicy, wyziera jednak
dramat człowieka, bezbronnego wobec absurdu świata i
rządzącym nim praw. Stąd uzasadnione wydaje się być
zainteresowanie Quentina Tarantino tym filmem, choć ta
egzaltowana fascynacja to już naprawdę przesada.
Kurtuazja tez powinna mieć swoje granice.
Recenzja by KOS
o filmie |