o nas  ::  kontakt

 
Strona główna
Premiery
Zapowiedzi
Recenzje
Zwiastuny
Repertuar Kin
Imprezy
Kino Niezależne
Film Polski
Katalog Filmów
Strefa DVD
Program TV
Książki
Przegląd Prasy
 
 
 
 

Wywiad z Marilou Berry i Keine Bouhiza



Jak zetknęliście się z Agnes Jaoui?

K. B. : Byłem asystentem przy „Gustach i guścikach” i zagrałem w dwóch filmach krótkometrażowych, które obejrzeli ludzie z produkcji. Zrobiliśmy zdjęcia próbne, a trzy miesiące później Agnes zadzwoniła do mnie. Kiedy musisz czekać tak długo, zaczynasz się czuć, jakbyś miał motylki w brzuchu! To był wielki zaszczyt dla mnie, pracować z Agnes Jaoui.

M. B. : Po raz pierwszy pracowałam z tak doświadczonymi aktorami, a to naprawdę wiele ułatwia. Przez dwa lata szkoły aktorskiej spędza się nieraz czas od południa do 14-tej próbując powiedzieć dobrze jedną kwestię. Tak to jest z młodymi aktorami, którzy też uczą się swojego rzemiosła. Widać ogromną różnicę, gdy znajdziesz się naprzeciwko kogoś takiego jak Jean-Pierre Bacri. Wtedy scena naturalnie płynie sama. Myślisz sobie wtedy, że przyjemnie jest grać, natomiast w trakcie lekcji w szkole masz skłonność zapominać o tym.

Jak zareagowaliście, gdy przeczytaliście scenariusz?

K. B. : Pomyślałem, że jest naprawdę dobrze napisany, zabawny i wzruszający. To film, który stara się zmierzyć z problemem służalczości i władzy. Agnes i Jean-Pierre dobrze wiedzą, jak konstruować swoje postacie pod kątem wątków, którymi się zajmują. Ich pisarstwo jest bardzo subtelne i inteligentne, a zarazem pozostaje przystępne dla każdego. Ma odpowiedni nastrój i szalenie aktualny ton. To wyjaśnia ich sukces. Pokazują te piękne momenty w życiu, które mogą przydarzyć się każdemu z nas.

M. B. : Kiedy się czyta scenariusz, ma się wrażenie, jakby to były fakty, jedno wynika z drugiego bardzo logicznie. Przy oglądaniu filmu nabiera to nawet jeszcze większego ciężaru. Drobiazgi, na których wzajemne powiązania nie zwróciło się nawet uwagi czytając scenariusz, odbijają się echem i zostają wzmocnione obecnością działającego podmiotu. Na przykład moment, gdy Sylvia widzi dawną wydawczynię Pierre’a na ulicy i ostatecznie decyduje się nie zadzwonić do niej. Kiedy czytałam scenariusz pomyślałam, że ta scena nie jest zła. Ale gdy ogląda się to na ekranie, po tym wszystkim, co wydarzyło się przedtem i co właśnie się dzieje, nabiera to zupełnie innego wymiaru. Takie sytuacje wciąż zdarzają się w prawdziwym życiu.

Czy wiesz, dlaczego Sebastien zakochał się w Lolicie?

K. B. : Z początku dlatego, że pomogła mu, gdy, kompletnie pijany, kiepsko się poczuł przed nocnym klubem. Jej gest poruszył go.

M. B. : Kiedy Lolita okrywa swą kurtką Sebastiena, to jest naturalny gest, który jasno pokazuje, jaka jest, pokazuje jej wielkoduszność. Chłopak leży na ziemi i marznie. Lolita kompletnie spontanicznie okrywa go swoją kurtką, ale potem, kiedy on dzwoni, nie pamięta, że to zrobiła. Gest ten nie jest pretekstem, żeby poznać chłopaka i umówić się z nim. W tym momencie Lolita naprawdę jest myślami zupełnie gdzie indziej. Jest zakochana w kimś innym, kto wcale o nią nie dba.

K. B. : Sebastien zdaje sobie sprawę, że Lolita jest miłą dziewczyną, ale też, że jej trudna relacja z ojcem całkowicie ją pochłania. Jego rolą jest odbezpieczyć cyngiel w umyśle Lolity. Otwiera jej oczy, żeby zobaczyła swoje własne życie.

M. B. : Sebastien nie mówi jej wprost, że powinna nabrać dystansu do swojego ojca, ale pomaga jej spojrzeć na sprawy we właściwej perspektywie i zrozumieć, że reakcje jej ojca nie są wcale tak ważne. Lolita ma ciężkie życie z powodu ludzi, którzy wykorzystują ją, by zbliżyć się do jej ojca. Ale jednocześnie sama uczestniczy w tej grze. To przecież ona sugeruje Sebastienowi, że jej ojciec może pożyczyć mu pieniądze i znaleźć pracę. Chociaż wie, że to ją zrani i zasieje zwątpienie w jej głowie. Z początku Lolita nie dopuszcza do świadomości, że Sebastien jest fajnym, nie interesownym chłopakiem.

„Popatrz na mnie” dotyczy też tego, jak buduje się własną tożsamość...

M. B. : Lolita żyje otoczona przez ludzi, ale jest osobą samotną. Nie ma wielu przyjaciół i nie wychodzi wieczorami. W przeciwieństwie do Kariny, nie sądzę, by identyfikowała się z normami narzucanymi przez nasze społeczeństwo. Spotykamy ją momencie, który jest punktem zwrotnym w jej życiu, kiedy jej dotychczasowa relacja z ojcem idzie w rozsypkę. Sytuacja ta powoduje konflikty, ale dzięki temu atmosfera oczyszcza się. W trakcie całego filmu, Lolita bardzo martwi się o ojca. Najdrobniejsza uwaga z jego ust nie daje jej spokoju i zatruwa jej cały dzień. Krok po kroku udaje się jej wyleczyć z tego i zrozumieć, że ojciec nie jest jej życiem i że najważniejsze jest to, co ona sama chce robić. Nie widzimy tego w filmie, ale sądzę, że Lolita zmierza w tym kierunku.

K. B. : Sebastien też ma do rozwiązania pewien problem dotyczący tożsamości. Jego prawdziwe imię brzmi Rachid, ale łatwiej jest żyć, gdy ma się na imię Sebastien...

Sebastien jako jedyny w tej opowieści nosi pewne cechy buntownika, który otwarcie odmawia wejścia w relacje władzy i służalczości z Etienne’em Cassardem...

K. B. : Tak, jego podejście do innych jest takie, że nie idzie na ustępstwa i nie ufa powierzchownym wrażeniom. Odmawia udziału we wszelkich relacjach opartych na władzy czy interesowności, woli przyjacielskie, ludzkie stosunki.

Dlaczego on miał znacznie więcej siły niż inni, by przeciwstawić się podporządkowaniu?

K. B. : Z pewnością dlatego, że pochodzi ze skromnego imigranckiego środowiska. Musiał cierpieć z tego powodu, ale siłę czerpie ze swych korzeni oraz stąd, że ma bez wątpienia stabilną psychikę. Chce radzić sobie sam.

Większość postaci w tym filmie żyje w wielkiej samotności i ma trudności w porozumiewaniu się z innymi. Czy rozpoznajecie samych siebie w takiej wizji stosunków międzyludzkich?

K. B. : Tak, często właśnie tak to wygląda. Mówisz coś okrężną drogą i nigdy w sposób, w jaki powinieneś. Nigdy nie mówisz, co myślisz naprawdę.

M. B. : Ktoś młody szybciej zdecyduje się, by stawić czoła konfliktom. W mniejszym stopniu jest też w stanie godzić się na różne niedopowiedzenia. Co innego ludzie, którzy przeżyli w związku dziesięć czy dwadzieścia lat i przywykli do siebie nawzajem. Z czasem nabierasz przyzwyczajenia, by nie mówić o tym, co cię gnębi.

Jak Agnes Jaoui prowadzi aktorów?

K. B. : Daje aktorom wiele swobody. Zamiast używać nieco sztucznych metod reżyserskich, woli, by wszystko odbywało się w naturalny sposób. Agnes niewiele mówi, ale dwa-trzy słowa wystarczą, by zrozumieć, czego chce: bardzo proste i zwięzłe wskazówki co do postaci. Ogromnie wiele można się nauczyć z Agnes. Wystarczy tylko słuchać i pozwolić, by wszystko działo się samo.

M. B. : Daje bardzo konkretne wskazówki dotyczące określonych sytuacji. Dokładnie wie, co chce uzyskać, precyzyjnie określa, czego oczekuje po poszczególnych ujęciach i jest naturalna. Wspaniałe jest to, że w pierwszym ujęciu pozwala nam na własne sugestie. Dopiero później daje swoje wskazówki. Agnes wymaga, żeby bardzo dokładnie trzymać się tekstu. Zresztą wobec tak klarownego tekstu chce się być wiernym.

K. B. : Scenariusz jest tak dobrze napisany, że sam naturalnie cię reżyseruje.

Czy były jakieś sceny, których baliście się bardziej niż innych?

K. B. : Dla mnie to była scena z barmanem w kafejce. Sebastien nie jest łatwym przeciwnikiem, ale też nie jest kimś, kto popada w konflikty. Trudno mi było odnaleźć to w sobie, nie wypaść z roli. Mnie by się coś takiego nie przytrafiło! Ja bym nie spuścił oczu pod uporczywym spojrzeniem tego faceta. Wtedy nagle Agnes pokierowała moją grą. Ona wie, czego chce. Były jeszcze inne momenty trudne do zagrania, jak scena w której Marilou i ja całujemy się. Trochę się znaliśmy, ale ja nigdy bym nie pocałował dziewczyny w obecności piętnastu ludzi i jeszcze przed kamerą. Na szczęście, kiedy skończyliśmy tę scenę pełni wątpliwości, wystarczyło mrugnięcie ze strony Agnes, byśmy znów się uspokoili.

M. B. : Rzadko z góry martwię się trudnościami – rozumiem je dopiero, kiedy muszę je rozwiązać. Ale to prawda, że też trochę obawiałam się sceny, gdy się całujemy we dwoje, a poza tym nie wiedziałam, z kim będę to grać. Powiedziałam sobie: „Dobra, będę się całować z kimś, kogo jeszcze nie znam.”

K. B. : To prawda, nie całujesz byle kogo, prawda?

Marilou, czy twoje osobiste doświadczenia pomogły ci zagrać postać Lolity?

M. B. : Nie, ponieważ nie doświadczyłam tego samego, co Lolita, zupełnie nie. Nie mam takich samych relacji z rodzicami, stosunku do pieniędzy, władzy i mediów. Pomogło mi to o tyle, że wiedziałam, jak na taką osobę patrzą inni. Kiedy jesteś córką kogoś sławnego, często słyszysz: „Nie, naprawdę? To jest twoja matka?”. Ale tu zbieżność z osobistym doświadczeniem się kończy – na takich anegdotach.

Marilou, jak radziłaś sobie ze scenami w których śpiewasz?

M. B. : Byłam dubbingowana przez Aleksandrę Rubner, która ma głos bardzo podobny do mojego. Mimo to brałam lekcje śpiewu. Oczywiście, nie mogłam w sześć miesięcy uzyskać techniki, której osiągnięcie wymaga dwóch lat, ale koniecznie musiałam się nauczyć niektórych rzeczy: jak oddychać, jaką pozycję przyjmować, jak wymawiać poszczególne słowa, jak otwierać usta... Aleksandra dubbingowała mnie na żywo, dzięki czemu można odnieść wrażenie, jakbym to ja śpiewała. Pracowałyśmy nad tym, żebyśmy były dobrze zsynchronizowane i brały oddech w tym samym momencie.

Co sądzicie o decyzji Pierre’a, by wziąć udział w telewizyjnym show?

K. B. : Można zrozumieć Pierre’a. Wykonuje taki zawód, że musiał to zrobić.

M. B. : Nie, wcale nie musiał!

K. B. : Napisał książkę. A potem, może nie oczekiwał tych wszystkich pytań o jego życie prywatne.

M. B. : Nie dopuszczał tego do świadomości. Już przedtem dobrze wiedział, jak to będzie wyglądało. Kiedy po prostu odszedł, porzucając swoją wydawczynię. Ale nie chciał się do tego przyznać, nie dał sobie nawet czasu, żeby winę przerzucić na nią.

Co myślicie o Etienne’ie Cassardzie? Czy sądzicie, że może się wyleczyć ze swojego samolubstwa?

M. B. : Nie wiem, czy on może porzucić swoje dotychczasowe życie, bo zbyt wielu ludzi pomaga mu pozostać takim, jakim jest... Przede wszystkim jego chłopiec do bicia, Vincent, niezmiennie stanowi oparcie dla pozycji Etienne’a. Poza tym jest jeszcze cały świat literackiego showbusinessu. Tylko jego dziewczyna może sprawić, że on się zmieni. Już raz go przestraszyła, odchodząc od niego, powiedziała mu raz na zawsze, że nie chce być ciągle besztana!

A córka? Czy ona nic nie może zrobić dla Etienna?

M.B.: Lolita już próbowała. W każdym razie teraz ma coś innego do zrobienia – musi żyć, być sobą. Ona nie chce już dłużej usprawiedliwiać się za ojca, za to, jak wykoślawił jej i swoje życie. Naprawdę podoba mi się ten film, ponieważ pokazuje ludzi w momencie, kiedy muszą podejmować decyzje: wziąć udział w telewizyjnym show czy nie, zostać czy odejść, być uczciwym wobec siebie czy pójść na kompromis... Te wybory nie będą decydowały o ich całym życiu, ale ujawnią, kim naprawdę są. Pod tym względem postać Sylvii jest wspaniała. Pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Na początku Sylvia nie lubi Lolity, ona w ogóle jej nie interesuje. Angażuje się w jej sprawy tylko po to, żeby zbliżyć się do jej ojca. Ale potem naprawdę lubi Lolitę za to, kim jest i rozumie, że to jej ojciec jest do niczego. Tymczasem Pierre przechodzi tę samą drogę, ale w odwrotnym kierunku. Na początku nie znosi Etienne’a, a potem nagle uważa, że wszystko w nim jest wspaniałe. Nawet królik! Ostatecznie Sylvia, wbrew radom wszystkich, porzuca cały ten majdan. W tej samej chwili zdaje sobie sprawę, że to wcale nie jest życie dla niej, że ona wcale taka nie jest.

Sylvia stanowi dla Lolity wzorzec...

M.B. Tak, ponieważ kieruje swoim życiem, jest odpowiedzialna za klasę, którą prowadzi. Dla Lolity stanowi wcielenie sukcesu, pokazuje jej, co można osiągnąć. Lolita nie zadaje sobie pytania, dlaczego Sylvia nie została śpiewaczką, w każdym razie na początku nie. Poza tym Sylvia nie zabiera się za kierowanie życiem Lolity. Ostatecznie, zawsze nadchodzi taki dzień, kiedy ktoś przemówi do ciebie normalnie, a nie jak idiota. Zazwyczaj tę osobę zapamiętuje się na zawsze. Myślę, że taka jest rola Sylwii w życiu Lolity. Mówi do niej nie owijając w bawełnę, a nie jak Karina, która ciągle obawia się ją urazić.

Dla was obojga to pierwszy film długometrażowy. Jak widzicie to doświadczenie?

K.B.: To było bardzo ważne: robić ten film, spotkać takich ludzi, jak Marilou i pracować z Agnes i Jean-Pierre. Po skończeniu zdjęć czułem się wzbogacony – spotkałem kilku wspaniałych ludzi. Te zdjęcia utwierdziły mnie w postanowieniu, że rzeczywiście chcę być aktorem. Wspaniale było grać ot tak, być prowadzonym przez tekst.

M.B.: W tym fachu zaczynać od filmu Agnes Jaoui – to po prostu doskonale przemienia życie.


powrót do strony filmu


z mat dystrybutora
opr. MEWA

 

Strona główna • Premiery • Zapowiedzi • Recenzje • Zwiastuny • Repertuar Kin • Imprezy • Kino Niezależne • Film Polski • Katalog Filmów   KINO DOMOWE  Strefa DVD • Program TV 
CZYTELNIA
Książki • Przegląd Prasy 
 O SERWISIE • KONTAKT • REKLAMA • Nota prawna • Agencja ACORDEON

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyring © 2001,2002,2003 eFILM MEDIARTE

Strona główna • Premiery • Zapowiedzi • Recenzje • Zwiastuny • Repertuar Kin • Imprezy • Kino Niezależne • Film Polski • Katalog Filmów  Strefa DVD • Program TV  Książki • Przegląd Prasy 
 O SERWISIE • KONTAKT • REKLAMA • Nota prawna • Agencja ACORDEON

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyring © ACORDEON Agencja Artystyczna