|
Ten, kto
wybierze się do kina na „W doborowym towarzystwie”, z
pewnością nie pożałuje decyzji, bo znajdzie się w …
prawdziwie znakomitym towarzystwie, na które składają
się świetni aktorzy oraz reszta twórców filmu. „W
doborowym towarzystwie” to wspaniała komedia, która mimo
wszelkich zalet łatwej rozrywki, zdecydowanie nie jest
przykładem kina plastikowego. Choć może wyświetlanie
tego filmu w głównym konkursie Berlińskiego Festiwalu
Filmowego, na którym króluje nieco poważniejszy klimat,
było lekką przesadą.
Film Paula Weitz’a, twórcy „Był sobie chłopiec”,
opowiada o Danie Foremanie, dyrektorze działu reklamy
magazynu „Sports America”, który po wykupieniu tytułu
przez wielki koncern dowiaduje się, że jego stanowisko
powierzono młodemu geniuszowi biznesu, 26-letniemu
Carterowie Duryea. Dan nie najlepiej przyjmuje fakt, że
jego szefem zostaje o połowę młodszy konkurent. Foreman
ma już bowiem 50-tkę na karku, na utrzymaniu dom, żonę,
dwie dorastające córki i kolejne dziecko w drodze.
„W doborowym towarzystwie” jest pogodną, inteligentną i
prawdziwie zabawną historią, która we wdzięczny sposób
porusza kilka bardzo życiowych tematów. Są wśród nich
spełnienie w rodzinie i pracy oraz potrzebne w każdym
wieku dojrzewanie do zmian. Film zabiera też głos w
sprawie antagonizmów między doświadczonym starszym
pokoleniem a młodą asertywną generacją czasów
globalizacji. Jednak zamiast gloryfikować którąś ze
stron, z pobłażliwą sympatią podchodzi do mocnych i
słabych stron każdej z nich zaznaczając, że wzajemna
wymiana daje znacznie więcej niż zaciekła walka.
Dobry scenariusz oraz wybór znakomitych aktorów
posiadających znakomity zmysł komediowy sprawiły, że
film ogląda się wyśmienicie. Niczego nie trzeba mu
wybaczać ani niczego tłumaczyć. Cała obsada godna jest
najwyższych pochwał, ale całość niewątpliwie zawdzięcza
swój charakter gwieździe „Różowch lat 70-tych”, czyli
Topherowi Grace’owi. Tego, co ten młody i diabelnie
uzdolniony aktor wyczynia na ekranie nie sposób opisać
słowami. Przedstawiciel dojrzałego pokolenia, Dennis
Quaid, nie wypadł blado na tle młodego talentu. Pokazał
swoją klasę i nie usunął się w cień, choć to nie do
niego należy ten film.
Rola córki Dana to trzecia po „Między słowami” i
„Dziewczynie z perłą” dorosła kreacja Scarlett Johansson
na naszych ekranach. Młoda aktorka zagrała jak zwykle
bardzo dobrze, a jej aktorstwo wciąż mieści się w
definicji niczym nie ulepszanej prostoty, która sprawia,
że postacie Johansson obdarzone są niezwykłą
naturalnością. Cały świat obserwuje dalszy rozwój
kariery młodziutkiej Scarlett. Publiczność uwielbia ją
za role subtelnych i wyciszonych dziewcząt poszukujących
swojej drogi, ale premiery nowych filmów aktorki
zbliżają się dużymi krokami. „Mission: Impossible 3”, „A
love song for Bobby Long”, „The black dahlia”; czy w
tych filmach zobaczymy zupełnie nową twarz? Czas pokaże.
Na zakończenie powinnam wymyślić coś jeszcze, żeby
ponownie zachęcić do obejrzenia „W doborowym
towarzystwie”. Może napiszę tylko, że tego typu filmy
łączą dwie frakcje kinomanów: wymagających koneserów i
mało wybrednych miłośników kina komercyjnego. Jeśli
zatem ktoś wyjdzie z kina niezadowolony, to może być
pewien, że ma bardzo, ale to bardzo oryginalny gust.
Paulina
o filmie
|