|
"Życie,
którego nie było" to film pełen niespodzianek. Zaczyna
się jak klasyczny dramat psychologiczny, a kończy jak
jeden z odcinków "Z archiwum X". Jednak to właśnie ta
gatunkowa niejednorodność sprawia, że nie jest to film,
o którym można szybko zapomnieć.
Telly Paretta (Julianne Moore) nie może się otrząsnąć po
śmierci syna w katastrofie lotniczej. Z depresji stara
się ją wyciągnąć psychiatra. Wkrótce jednak okazuje się,
że wszyscy z jej otoczenia nie tylko nie pamiętają
dziecka, ale wręcz twierdzą, że w ogóle ono nie
istniało. Zdesperowana matka postanawia poprosić o pomoc
mężczyznę, którego córka również zginęła w wypadku.
Razem próbują odkryć, co kryje się za tajemniczym
zniknięciem dzieci i dlaczego nikt oprócz nich już ich
nie pamięta.
"Życie, którego nie było" to pełna mylnych tropów
historia. Przez większość czasu widz pozostaje w
rozterce: uwierzyć głównej bohaterce, czy też uznać ją
za chorą psychicznie? Wszystko bowiem wskazuje, że jej
dotychczasowe życie było iluzją, a wspomnienia o dziecku
to tylko urojenia
Rzadko zdarza się, by w kinie pokazywano wizerunek
silnej kobiety-matki, która potrafi dokonać rzeczy
niemożliwych, jedynie siłą swej woli. Hollywood
przyzwyczaiło nas już do tego, że w walce o lepszy świat
niezbędny jest spory arsenał broni, a wykonanie tak
trudnego zadania zdecydowanie należy powierzyć
mężczyźnie, najlepiej z piękną dziewczyną u boku, która
zwykle spełnia funkcje jedynie dekoracyjnie. W tym
wypadku jednak role zostały odwrócone. To mężczyzna jest
słaby i potrzebuje pomocy kobiety, której głęboka wiara
okazuje się najpotężniejszą bronią w walce z tajemniczym
zagrożeniem.
Trzeba przyznać, że Julianne Moore, która balansuje na
granicy obłędu, wypadła w tej roli przekonująco. Aktorka
gra na wysokim poziomie, a ładunek emocjonalny, który
wnosi do filmu sprawia, że jesteśmy w stanie uwierzyć, w
tę mało prawdopodobną historię.
Film jednocześnie uzmysławia nam, że nie zawsze należy
ulegać presji otoczenia i zewnętrznym naciskom. Czasem
warto mieć własne przekonania i bronić je za wszelką
cenę, o czym jednak na co dzień bardzo łatwo zapominamy.
Gemini
o
filmie
|