|
Tytuł tej
recenzji może wystarczyć za całą jej treść, jednak gwoli
sprawiedliwości opiszmy to nieszczęście, jakim
niewątpliwie jest ostatnia część nowej trylogii
„Gwiezdnych Wojen”,(jak i ona cała). Dowiadujemy się w
niej jak republika galaktyczna za sprawą złego,
pazernego na władzę Senatora Palpataina (utajonego lorda
Sith), przeistacza się w dyktaturę i jak wiernym jej
wyznawcą i propagatorem staje się Anakin Skywalker-
rycerz Jedi, przeistaczając się w końcówce w osławionego
Lorda Vadera.
Tyle treść w skrócie, bo i tak znana ona była dużo
wcześniej. W „Zemście Sithów” nie chodzi tyle co, tylko
jak zostanie ukazane. A zostało na 2 z minusem. Od
„Mrocznego Widma” wiadome było, że nadeszły nowe czasy.
Z jednej strony technika filmowa umożliwiła Lucasowi
rozwiniecie skrzydeł, ukazanie w pełni galaktycznej
wizji, z drugiej nastąpił pełny regres jeśli chodzi o
to, co najważniejsze- zwartą, klarowną opowieść,
ciekawych, nie pozbawionych osobowości bohaterów. Od
początku było jasne, że Lucas nie ma pojęcia o
psychologii, nie wie, jak napisać przekonywujący dialog,
nie popadając w sztuczność, czy pompatyczność. W„Zemście
Sithów” jest to wyjątkowo bolesne, jako że losy
bohaterów naprawdę są dramatyczne, jednak infantylny,
momentami wręcz absurdalny dialog odbiera im całą
powagę. Trudno mieć przy tym specjalne pretensje do
aktorów. Myślę, że to jednak margines wobec braku
jakiejkolwiek fabularnej spójności. W odróżnieniu od
pełnej klarowności pierwszej trylogii, nowa, na czele z
„Zemstą Shitów” jest jej całkowicie pozbawiona. Chaos
pogłębiany jest za sprawą pojawiania się co rusz to
nowych, epizodycznych bohaterów, a cały konflikt,
(sprokurowany przez diabolicznego Palpataina) jest tak
zagmatwany, że gubi się w nim najbardziej uważny ( i
wcale nie najmłodszy) widz. Fabuła przypomina tester dla
różnych wizji i pomysłów, które nie mają szansy w pełni
się rozwinąć. Do tego dochodzi zupełnie absurdalny i
zbędny humor, czyniąc z „Gwiezdnych Wojen” komedię
pomyłek.
Nie chcę uderzać w zbyt pompatyczne tony, ale gołym
okiem widać, że Georgie Lucas zakpił sobie z widzów, w
tym z niezliczonej ilości fanów Gwiezdnej Sagi. Zabił
własną legendę. Jest to tym bardziej bolesne, że szyld
„Gwiezdne Wojny” i tak gwarantuje pełną kasę. Sukces
„Zemsty Shitów” jest więc zapewniony. Tylko magia gdzieś
się ulotniła. Zatraciła własną Moc. Dobrze, że po
„Zemście Shitów” przychodzi „Nowa nadzieja”
Recenzja By KOS
|