|
Komediowy
talent Farrella jest niestety mocno niedoceniany, a
przede wszystkim zbyt rzadko wykorzystywany. Tymczasem w
najnowszym filmie pokazuje, że potrafi przynieść widzom
wiele radości. Brwi, które wiecznie zmarszczone miały
siać popłoch w "Miami Vice", "zdziwione" wywołują
szczery śmiech.
Wprowadzenie na temat brwi jest konieczne, bowiem Colin
po prostu rozbraja mimiką. Bez wypowiedzenia słowa,
jednym grymasem, może doprowadzić do łez. Oczywiście ze
śmiechu. A że uzbrojono go dodatkowo w absurdalne
dialogi, przez pół filmu czeka nas pyszna zabawa. Pół
ponieważ produkcja "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj"
(muszę to napisać, potworny polski tytuł) to połączenie
komedii, kryminału i dramatu.
Wychowany w Dublinie płatny morderca, po tragedii,
której był winien, zostaje wysłany do... Brugii,
niewielkiego, acz - jak go przekonują - bajkowego
miasteczka w Belgii. Na miejscu, nie dość, że jest
zabójczo nudno, sprawy się komplikują.
Debiutanckie dzieło Martina McDonagha (reżyseria i
scenariusz) byłoby genialne, gdyby twórca pominął wątek
dramatyczny. Pozostawiając jedynie elementy komediowe i
kryminalne, stworzyłby wartkie, lekkie i diablo zabawne
kino w stylu Guya Ritchie z lat świetności. Niestety,
ważkie kwestie rozbijają klimat, a że potraktowane
zostały płytko, nie skłaniają do refleksji.
Mimo owego mankamentu, niemal przez cały seans na sali
słychać chichot. A gdyby komuś nie wystarczał
przeklinający Irlandczyk, pojawia się jeszcze
siarczyście przeklinający Anglik (Ralph Fiennes).
Joanna Moreno
|