|
Bohaterem
obrazu jest kongresman z Teksasu z ramienia Partii
Demokratów. Znany ze słabości do kobiet, trunków i
hucznych imprez polityk, przejdzie do historii jako
jeden z pomysłodawców tajnej operacji wspierającej
mudżahedinów w walce z sowieckim okupantem w
Afganistanie. Działania Wilsona doprowadziły do
uzbrojenia afgańskich bojowników w rakiety niszczące
helikoptery, co w efekcie solidnie przyczyniło się do
przegranej sowieckiej armii.
Charliego Wilsona poznajemy w Las Vegas, gdzie czas
spędza w jacuzzi ze striptizerkami. Wkrótce jednak okaże
się, że to nie jedyne zainteresowania polityka. Wilson
jest także antykomunistą gotowym wykorzystać każdą
szansę do walki z Sowietami. Gdy na jego drodze stanie
podobnie myśląca i piękna Joanne Herring (Julia Roberts)
Charlie ulegnie jej wdziękom a także argumentom.
Historia opisana w "Wojnie Charliego Wilsona" jest
zupełnie nieprawdopodobna... bo prawdziwa. Oto okazuje
się, że do tego, by wydawać miliard dolarów rocznie na
wojnę, w kraju którego nazwy większość Amerykanów nie
potrafi wymówić, konieczna jest determinacja dwóch osób:
kongresmana-pijaka oraz ultrakatolickiej damy salonowej.
Choć nie znajdziemy w filmie charakterystycznych dla
twórcy "Absolwenta" głębokich portretów psychologicznych
bohaterów - trudno się dziwić, że ta opowieść
zafascynowała Mike'a Nicholsa. Film jest bowiem nie
tylko frapującym obrazem, pokazującym mechanizmy
podejmowania decyzji i kroniką epoki. To także bardzo
trafne oskarżenie waszyngtońskiej administracji i
amerykańskiego społeczeństwa w ogóle. Dzisiejsza wojna z
terroryzmem to bowiem niemal bezpośredni wynik zaniedbań
poczynionych w latach 80. XX wieku.
Tom Hanks z pewnością jest dobrym aktorem. Jego rola w "Forescie
Gumpie" była znakomita i niezwykle sugestywna. Tyle
tylko, że w tamtym filmie zagrał dobrodusznego przygłupa
ze szlachetnymi ideami. Tym razem miał się wcielić w
nadużywającego alkoholu kobieciarza, który na dodatek ma
wpływ na połowę kongresmanów. Niestety w tej kreacji
wypadł nieco blado. Julia Roberts także nie spełnia
oczekiwań, ale być może jej rola nie była zbyt
wdzięczna. Klasą dla siebie jest natomiast Philip
Seymour Hoffman w roli tajnego agenta i trudno się
dziwić, że otrzymał za swoją rolę nominację do Oscara.
Mike Nichols co kilka lat dostarcza kinomanom wyjątkowe
dzieła. Na film na poziomie "Bliżej" z 2004 roku musimy
jednak jeszcze trochę poczekać. |