|
Czy Pedro Almodovar wielkim reżyserem jest? Zapewne tak. Za
to „Złemu Wychowaniu” daleko do wybitności. A
zapowiadało się interesująco. Przede wszystkim za sprawą
autobiograficznego charakteru fabuły, której Wieki
Hiszpan wcale nie ukrywał. No i sam temat molestowania
seksualnego przez księży. To ostatnie zresztą
gwarantowało już na starcie sukces frekwencyjny, poparty
niewymuszoną promocją światłych polityków z LPR-u,
Młodzieży Wszechpolskiej i innych czułych na sprawy
kościoła organizacji.
Można też „Złe Wychowanie” potraktować jako nowe
otwarcie w karierze reżysera, który świadomie rezygnuje
tu ze swego nieco rubasznego stylu, (choć nie do końca)
, przaśnego humoru i w końcu całkowicie z postaci
kobiecych. Te w całości odgrywają zniewieściali
mężczyźni. Tak, bo najnowszy film Almodovara to kino
gejowskie w czystej postaci. Jak dla mnie nawet w nazbyt
czystej. Problem molestowania zostaje zepchnięty na
drugi plan.
A oto fabuła:
Jest rok 1980. Do wziętego reżysera
filmowego-homoseksualisty Enrique (Martinez) wpada z
nieoczekiwaną wizytą dawny kolega ze szkoły Ignacio
(bardzo dobry Bernal), teraz drugorzędny aktor o
pseudonimie Angel. Trzyma pod pachą egzemplarz swojego
najnowszego opowiadania pt: „Wizyta”. Jest to na poły
autobiograficzna opowieść z ich własnego dzieciństwa,
kiedy uczęszczali razem do szkoły z internatem,
prowadzonej przez księży, a której przewodził
Ojciec-dyrektor Manolo, i który nieprzytomnie zakochany
był w Ignaciu. Do tego stopnia, że brutalnie przerwał
kwitnąca miłość obu chłopców….
Fabuła, jak na Almodovara jest wielce skomplikowana.
Liczne retrospekcje, zmiany czasowe, zmienność zachowań
postaci( do zmiany orientacji włącznie) nie ułatwiają
odbioru. Do tego dochodzi jeszcze opowieść typu film w
filmie, co każe sytuować dzieło Almodovara gdzieś w
okolicach „8 i pół” Felliniego. No i ten
wszechogarniający chłód. Postacie są apatyczne,
celebrujące na każdym kroku swoją odmienność (głównie
poprzez cielesne uciechy), która de facto nic nie wnosi,
ani nie pogłębia wiedzy o bohaterach, ani nie zbliża do
nich, nie daje możności zrozumienia. Szkoda, bo była
szansa na pełną eksplorację duszy mężczyzny, odkrycia w
nim pierwiastków kobiecych, swoistej identyfikacji,
nawet przy odmiennej orientacji seksualnej. Filmu nie
ratują dobre zdjęcia, (mniej kiczu), czy naprawdę
dojrzałe aktorstwo Gaela Garcii Bernala. „Złe
wychowanie” jest po prostu nieudane.
Recenzja by KOS
o filmie
|