|
Pięknie się nam Eastwood starzeje. Naprawdę pięknie.
Wydawało się, że po
„Bez przebaczenia” – wspaniałym ukoronowaniu długiej
kariery, zarówno aktorskiej, jak i reżyserskiej, ta żywa
ikona amerykańskiego kina odejdzie na zasłużoną
emeryturę. Tak się jednak nie stało. Eastwood kręci
nadal, choć jego ostatnie dokonania, może za wyjątkiem
„Władzy absolutnej”, daleko odbiegają od poziomu, jaki
wyznaczył słynnym anty-westernem. Dlatego z pewną obawą
szedłem na „Rzekę Tajemnic”. I jakże pozytywnie się
rozczarowałem.
Eastwood opowiada tu historię trojga małoletnich
przyjaciół z jednego podwórka, gdzieś na amerykańskim
przedmieściu. Jeden z chłopców Dave, zostaje porwany
przez parę pedofilii (jeden z nich jest duchownym) i
zanim zdoła uciec, wielokrotnie zgwałconym. To
wydarzenie pozostawia głęboki ślad na całej trójce. Po
latach wciąż zamieszkują tą samą dzielnicę, jednak nie
kontaktują się ze sobą. Połączy ich ponownie kolejna
tragedia. Córka Jimmy’ego (Sean Penn), sklepikarza,
dawnego kryminalisty, który nadal po cichu rządzi całą
dzielnicą, zostaje zamordowana. Wszystkie ślady wskazują
na Dave’a (Tim Robbins), który feralnej nocy wrócił cały
zakrwawiony do domu. Śledztwo prowadzi trzeci z dawnych
przyjaciół Sean (Kevin Bacon), który zapewne został
policjantem pod wpływem tragicznych przeżyć kolegi.
Film Eastwooda opowiedziany jest w dawnym, dobrym,
hollywoodzkim stylu. Precyzyjna intryga rozwija się tu
niespiesznie, ale konsekwentnie, ani na moment nie
pozwalając widzowi spojrzeć na zegarek. Jest to
prawdziwy oddech świeżości, po serii ogłupiających
spektaklów made in USA, i pozwala zachować wiarę w
(amerykańskie) kino. „Rzeka Tajemnic” to nie tylko
kryminał, to także przypowieść o przeznaczeniu, roli
przypadku, czy w końcu o piętnie, jakie raz wyrządzone
zło zostawia w ludziach sercach i umysłach. Dodatkowo
znany ze swego politycznego zaangażowania Eastwood
wplata w swoją opowieść nawiązania do aktualnych
wydarzeń i tragedii, jakie wydarzyły się ostatnio w
Ameryce, choćby mianowaniu homoseksualisty biskupem
(wyżej wymieniona postać duchownego-pedofila), czy do
rosnącej lawinowo przemocy. Wszystko to opowiedziane
jest bez cienia pretensjonalności, do czego wydatnie
przyczyniają się znakomici aktorzy, na czele z Sean’em
Penn’em czy Timem Robinns’em. A prowadzi ich bardzo
sprawną ręką pewien bardzo „młody duchem” 70-cio latek….
Konrad Sisicki (KOS)
|